Marta Brzezińska: Szwedzi, bo bezpłciowych przedszkolach proponują coś w rodzaju bezpłciowych zabawek, czyli takich, które nie są skierowane do konkretnej płci. Jaki to będzie miało długofalowy efekt? Jak odbije się na dzieciach?

 

Prof. Aleksander Nalaskowski: To oszukiwanie natury i sprawianie tym dzieciom kłopotów na przyszłość. Kiedy dorosną, spotkają się z normalnym życiem, z normalnym podziałem płciowym, w ramach którego do płci przypisane są pewne role wynikające z daru stworzenia. Te pomysły na bezpłciowe przedszkola, a teraz zabawki to mieszanie w głowach dzieciom od najmłodszych lat. Nie zgadzam się całkowicie z tym idiotyzmem.

 

Autorzy takich pomysłów powołują się na względy antydyskryminacyjne.

 

Nie ma to żadnego związku z problemem. To pomylenie pojęć. Jedni mówią, że stół jest okrągły, inni, że brązowy. Taka dyskusja nie ma najmniejszego sensu. Antydyskryminacja nie ma z tym nic wspólnego. To próba zamiany ról. Na następnym etapie tego „postępu” ktoś powie, że chłopcy mają chodzić w sukienkach, a dziewczynki w kowbojskich dżinsach. Kompletnie bez sensu.

 

Czy takie metody wychowania, jak proponowane w Szwecji bezpłciowe przedszkola, zabawki zaowocują tym, że kiedy zaczną dorastać, będą miały problem z określeniem swojej płci?

 

Nie tylko problem z określeniem płci, ale tożsamości i w ogóle spełniania pewnych ról społecznych. Dla mnie jest to świadoma próba psucia świata i jego naturalnego porządku. To tak, jakbyśmy chcieli, żeby drzewa rosły do góry nogami, przesadzili wszystkie lasy, a Pani zapytałaby mnie, jaki to będzie miało skutek. Poczekajmy, aż te drzewa uschną, a to będzie chwilę trwało. W związku z tym, zaatakowani bombą z opóźnionym zapłonem, za pięć, osiem, dziesięć lat przekonamy się, jakie będą tego skutki. I niestety bardzo trudno będzie się z tego wycofać. Z naturą się nie eksperymentuje.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska