Hołdys jest/był raczej kiepskim muzykiem. I tak ja Beatlesi przestali istnieć bez Lennona, tak „Perfekt” bez Hołdysa ma się dobrze. Zresztą na głowę instrumentalnie i wykonawczej bił go mój kolega śp. Andrzej Nowicki.

 

Błazen sceniczny, średni instrumentalista i wciąż aspirujący do grona celebrytów subiekt sprzedający gitary, nie ma nic sensownego do powiedzenia, tak jak nie miał żadnej sensownej propozycji muzycznej ani wokalnej. Teraz, po dwudziestu latach przerwy w karierze próbuje być mentorem. Ale czyim? Chłopców kupujących struny i kostki do gry? Muzyczny i intelektualny Dyzma oparł swe istnienie na telewizji, w której powie co tylko ta instytucja zażąda. Żałosne, warte litości i dobrego psychologicznego wsparcia. Mógłbym napisać, że to kretyn z aspiracjami do czerwonego dywanu, ale tak nie napiszę.

 

W Cannes hordy takich byłych gwiazd odkurzają dywany zanim pojawią się tam gwiazdy. To może tam ze starczą łysiną i poczernianą brodą powinien się pojawić ten przelotny gwiazdor estrady. Ze wstydem bowiem i zażenowanie obserwuję jego próby żałosnego pojawienia się w publicznym obiegu.

 

Aby nie być całkiem gołosłownym. Zapytałem 96 maturzystów kto to jest Hołdys:

Odpowiedzi:

9 % - muzyk

19 % - sportowiec

21 % - aktor

51% - nie wiem

 

No Comments.

 

Aleksander Nalaskowski