Znam księdza Franciszka Kameckiego. To nieprawdopodobnie pracowity kapłan, społecznik, doskonały organizator i poruszyciel społeczności lokalnej. To duchowny z ogromnym stażem, a nie świeżo wyświęcony prezbiter . Ksiądz Kamecki to wychowawca młodszej generacji kapłanów. Współczesny ksiądz Wawrzyniak. Poza tym autor tomików poetyckich, świetny poeta. Humanista i patriota. Znoszący w milczeniu fizyczne cierpienie.
I proszę, aby jeden dziwaczny wywiad, kilka wypowiedzianych fraz nie stały się przyczyną unieważniania jego bogobojnego, patriotycznego i przykładnego życiorysu kapłana trwającego już czwartą dekadę. Jedźcie do gaju jego parafii i po owocach go poznajcie. Jak ja ze swoją Szkołą Laboratorium kilka razy, a potem jeszcze i jeszcze. W wielu miejscach.
Czasem powiedziane w złym czasie słowo warto przemilczeć. Mimo zdumienia wywiadem w niczym, powtarzam: w niczym nie zmieniam o nim zdania. Znam media, znam dziennikarzy i ostatecznych „szlifmanów” dopasowujących materiały do wizerunku medium. I żeby było jasne panie Tomaszu Terlikowski, mój współbracie w Matce naszej Kościele. Księdza proboszcza Franciszka Kameckiego będę bronił do końca. A jeśli nas podzielą to stanę po jego stronie. Nie tej stronie z wywiadu, bo pewnie przesłuchiwał go ten „dobry” śledczy? Stanę tam gdzie ów kapłan piekł z parafianami chleb, budował serowarnię, dom pielgrzymkowy, organizował sport i jeździł z wieczorami autorskimi. Budował życie na czynach, na wierności Kościołowi i na własnym sumieniu.
Dlaczego udzielił tego wywiadu GW? Nie wiem. Ale granie tym materiałem to woda na młyn niektórych mediów: „zobaczcie jak możemy wam zneutralizować waszych najcenniejszych przedstawicieli”. I tym razem się udało. Krzywda.
Księdzu pewnie jest teraz przykro. Sądził, że owoce z jego winnicy go bezapelacyjnie obronią, że są większe niż rozłożona gazeta. Nic z tego…? Krzywda.

