Nie chcę i nie będę dzielił Polaków na grupy ideologiczne, partie czy jakiekolwiek inne mniej lub bardziej niszowe wiązki. Nie tutaj, a już nie teraz. Uznaję jednak prawo wszystkich i każdego z osobna do posiadania własnej reprezentacji medialnej. Ale nie pozornej, nie fasadowej. Bo nie wystarczy napisać w czołówce, że program jest „katolicki” aby był taki w istocie.
A tutaj właśnie dzieje się źle. Straciliśmy dwoistość telewizji. Jedna z nich reprezentowała rząd i partię rządzącą (i takie tam były też komentarze, dobór wiadomości - bo zawsze jest jakiś dobór - ton interpretacji, spektrum zapraszanych gości). Ale była też telewizja z Pospieszalskim, Wildsteinem, Rymkiewiczem czy nawet Horodniczym do spółki z Kukizem. Nie mamy już różnorodnej telewizji. Zastąpił ją homogeniczny do końca „monitor rządowy” czy „przegląd partyjny”, twór medialny świadomie reprezentujący jedną stronę. Tylko jedną stronę. Dotkliwie odczuliśmy to w czasie okołowyborczym. I nie chodziło tu tylko o władzę. Była to również cyniczna, mająca dokuczyć i dopiec kara dla niegrzecznej części Polaków.
Właśnie utraciliśmy różnorodność prasy. Zarówno „Rzeczpospolitą” jak i „Uważam Rze" sprzedano, aby je „utopić”. Aby pokazać, że wystarczy parę ruchów finansowych i znów „Wprost” czy „Polityka” wrócą na zasłużone i rzez lata wypracowane miejsca na podium. Gównażeria może jeszcze trochę poczekać. Hajdarowicz, człowiek z pustki, doprowadzi „Rzepę” i „U-rze" właśnie donikąd. Pomału przestaną się liczyć (tutaj sprawdzona metoda: to nudni autorzy, a tych mamy pod dostatkiem), a niezauważone wyparują pięknie żegnając się z czytelnikami. Przykłady można by mnożyć, ale po co? Kto je zna nie potrzebuje powtórek, a kto ich nie zna, to skrótowe tłumaczenie i tak mu niczego nie wyjaśni. Przecież te tekst nie jest przeznaczony dla „przedsiębiorców” z Ruchu P., ale do normalnie myślących Polaków (no i wpadłem w pułapkę podziału Polaków; kombinowałem żeby napisać inaczej, ale się nie udało).
Gdzie są intelektualiści? Gdzie jest elita swego czasu zebrana w Arkadach Kubickiego na sympozjum „Polska – wielki projekt? Jest! Gwarantuje, że jest, ale nie w mediach. Te, na jakiś czas zatrzasnęły przed intelektualistami wrota. A jeśli nie ma ich w mediach to najpewniej w ogóle nie istnieją. No tak, ale oni istnieją! Jak mój kolega z UMK, Andrzej Zybertowicz, który znakomite wykłady głosi pod namiotem Solidarnych, ale na ulicy. Jednakowoż to, co udało się Maleńczukowi z muzyką „podziemnych przejść i ulic”, nie musi się udać grającemu na subtelnościach Zybertowiczowi wykładającemu na ulicy. Wiedza z sal wykładowych wypełnionych dziś po brzegi polityczną poprawnością czmychnęła na trotuary. Z punktu widzenia cywilizowanego kraju w środku Europy wykładający na chodniku to po prostu hańba. Kransodębski, Stankiewicz, Bielecki, Zybertowicz jak „Orkiestra z Chmielnej”... Tu, na zielonej wyspie ekonomicznej i demokratycznej nie mają dla siebie innego miejsca jak ulica? Ale to także ważna informacja dla wszystkich słuchających, zdziwionych, zaskoczonych. Brzmi ona: „Odebrano nam wszystkie cywilizowane fora, Stąd musimy zmagać się nie tylko z materią wykładów, ale i rzeczywistością ulicy. Z pijaczkami mającymi swoje zdanie „ja przepraszaszszszam, ale tu się nie, nie, nie zgadzam z tym panem” (gość mocno wstawiony w dresie). Albo „Chodź idziemy, ja tego palanta już nie mogę słuchać” czy też „kolejny sługus czarnych”, „A to jest jakiś konkurs? A jakie są nagrody?”. To muszą znosić wykładowcy nierzadko znani w Cambridge, na znakomitym uniwersytecie w Bremie czy w Heidelbergu.
Bilansujmy, bo już czas, najwyższy czas. Mamy jeszcze wPolityce, Frondę i parę niszowych portali. Jestem przekonany, że trwają intensywne poszukiwania Hajdarowicza – bis, człowieka z nicości, który znajdzie sposób na zamknięcie tych naszych przyczółków wolnego słowa. To, że taki sposób się znajdzie nie ulega wątpliwości. Kwestia czasu i stanowienia praw do czego obecny i przyszły parlament nie mają zahamowań. Pojawi się nawet „świętość”- cel uświęci środki, i zaperfumuje smrodki.
Zamiast rozdzierać szaty, że nas gnębią, zamiast wylewać krokodyle łzy, że znowu kogoś tam wylali, a innego wybrali, a Pospieszalskiego (jak zwykle) oszukali to zobaczmy co da się zrobić.
Robi się już przydługo, a zatem do finału: trzeba zmobilizować wszelkie pozostające jeszcze w gestii wolnego słowa siły i środki, aby jak najdłużej, możliwie na wieczność, ochronić to, co jeszcze mamy. Już nie płakać po „Rzepie”, zabrali bo byli silniejsi. Chrońmy, szukajmy sposobów na utrzymanie tego, co jeszcze mamy. To bowiem też możemy stracić, szybciej niż myślimy. Ale i to nie wystarczy. Trzeba zebrać armię wolontariuszy, którzy farbą (koniecznie zmywalny akryl, bo inaczej sprawa za dewastację i wandalizm) na trotuarach będą pisać adresy naszych portali. Trzeba poprosić wydawnictwa diecezjalne i parafialne o zamieszczanie adresów naszych portali. Trzeba zrobić wszystko, aby jakiś inny Hajdarowicz nie mógł nas przechytrzyć. Brońmy tego, co jeszcze mamy. Ogłośmy zbiórkę kasy na stworzenie nowego portalu konserwatywno-prawicowego z mocnym nachyleniem ku edukacji. Dzisiaj nie mamy nawet specjalnie gdzie się boksować z Palikotami czy Szczukami. Dlatego stwórzmy własny duży portal, który zastąpi nam utraconą „Rzepę”. I na samprzód brońmy, za wszelką cenę to, co jeszcze mamy. Wystarczy parę zgrabnych ruchów, parę chytrych rozporządzeń i na ulicy też nie będzie wolno głosić wykładów bo to niebezpieczne dla kierowców.
Ta bajka – co pokazuje życie - nie musi trwać wiecznie i nawet to możemy przegrać.
Aleksander Nalaskowski

