Bp Lori wyraził opinię w artykule zamieszczonym na łamach dziennika „Washington Post”. Ordynariusz diecezji Bridgeport w stanie Connecticut ostrzega przed „przerażającymi” i „niepokojącymi” skutkami tego, że broniąc wolności religijnej organizacje katolickie będą zmuszone, by swe usługi ograniczyć jedynie do współwyznawców. „Krótko mówiąc, administracja Obamy nakazuje instytucjom katolickim i pracodawcom indywidualnym, by naruszali to, co Ameryka zawsze uznawała za nienaruszalne - swobodę religijną i wolność sumienia” – podkreśla duchowny.
Biskup wyjaśnił, że instytucje katolickie służąc ludziom „nie ze względu na ich wiarę, lecz potrzebę”, naśladują swego założyciela Jezusa Chrystusa. Przypomniał, że w szkołach katolickich w USA uczy się ponad 300 tys. uczniów - niekatolików. W najbiedniejszych dzielnicach miast stanowią oni 90 proc. pobierających naukę, a ponad 40 proc. niekatolików studiuje na kolegiach i uniwersytetach katolickich w całym kraju. Z kolei z opieki zdrowotnej w szpitalach katolickich korzysta co roku co szósty amerykański pacjent. „Nie wszyscy to katolicy, a bycie katolikiem nigdy nie było warunkiem otrzymania opieki” – dodał bp Lori, przypominając, że Catholic Charities (amerykańska Caritas) pomogła w ubiegłym roku 10 mln Amerykanów bez względu na ich światopogląd.
Ostrzegał, że aby kontynuować swą posługę bez naruszenia zasad wiary, organizacje katolickie w całym kraju mogą zostać zmuszone, by „nie karmić, przyodziewać, leczyć i uczyć praktycznie osób każdego innego wyznania czy religii”. Podkreślił, że egzekwowanie decyzji, która każe wybierać między „nakazem Obamy a nakazem Jezusa”, byłoby szkodliwe wobec wspólnego dobra, a w szczególności w stosunku do biednych i potrzebujących członków społeczeństwa.
KAI

