Od 30 lat związany z domem zakonnym w Nowej Soli (woj. lubuskie) kapucyn cieszy się ogromnym szacunkiem miejscowej ludności. – W mieście wszyscy znają i szanują ojca za dobroć, wyrozumiałość, no i poczucie humoru – uważa parafianka Marzena Pacholska. Jego imię nosi nawet jedno z rond znajdujących się w mieście.

Kapucyn mówi, że nie zauważył, jak szybko czas zleciał. - Pamiętam, jak mama mówi do mnie: "a może ty Stasiu zakonnikiem chciałbyś zostać?" A ja pomyślałem, że to dobry pomysł i parę dni później zapakowaliśmy z tatą kuferek i ruszyliśmy do klasztoru kapucynów w Rozwadowie – wspomina zakonnik.

Po wstąpieniu do zakonu Stanisław Parysz przyjął imię Medard. Jak zaznacza, wielokrotnie czuł opiekę Boga. Najbardziej w czasie II wojny światowej. Był wtedy kapelanem Powstania Warszawskiego. – Raz z setką wiernych siedzieliśmy w piwnicy i nagle przez szyb komina wpadła dwustukilogramowa bomba – mówi o. Medard. – To był niewypał. Drugi raz też metr ode mnie spadł pocisk i też nie wybuchł – wspomina.

Najstarszemu kapucynowi w Polsce nie brakuje humoru. Gdy na rondzie odsłonięto tablicę z jego imieniem, wzruszony zawołał: - Teraz już niczego się nie boję, bo to rondo jest moje!.

Obecnie ojciec Medard przebywa na emeryturze. Chętnie spotyka się z wiernymi, a w ciepłe dni można go spotkać spacerującego po pobliskim parku. Zapytany o tajemnicę długowieczności z uśmiechem wyznaje: - Przecież niebo jest wieczne, więc po co się tam śpieszyć?

żar/Fakt.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »