Pierwsza dziesiątka najbardziej prestiżowych uczelni świata to anglosaskie szkoły wyższe. I tak, według portalu Forsal.pl, na pierwszym miejscu znalazł się Uniwersytet Harvarda, później Massachusetts Institute of Technology (MIT) oraz Uniwersytet Stanford. Czwarte i piąte miejsce zajęły brytyjskie uczelnie wyższe: Cambridge i Oxford.

Pierwsza uczelnia spoza USA i Wielkiej Brytanii pojawia się dopiero na 11 miejscu – chodzi o japoński Uniwersytet w Tokio. Później mamy uczelnie ze Szwajcarii (Politechnika ETH w Zurichu na 16 miejscu), Japonii i Kanady (Uniwersytety w Osace i Toronto).

Na 42 pozycji uplasowała się holenderska politechnika w Delft. Jeśli chodzi o Europę Wschodnią, jedyną uczelnią zaklasyfikowaną w rankingu jest moskiewski Uniwersytet Łomonosowa (57 miejsce).

Brak uczelni z Polski pokazuje, że mamy dramatyczną sytuację w szkolnictwie wyższym. Brak reformy od ponad 20 lat powoduje, że najlepsze uczelnie w Polsce takie jak Uniwersytet Jagieloński, Uniwersytet Warszawski czy Politechnika Gliwicka są jedynie cenione w Polsce a na świecie niestety już nie. Jaka jest tego przyczyna? Brak sensownej polityki rozwoju. Brak kadr profesorskich, które utożsamiałyby się z miejscem pracy i najważniejsze: brak godziwych wynagrodzeń dla pracowników naukowych. Najlepsze uczelnie wyższe świata płacą swoim doktorantom, profesorom godziwe pensje. U nas profesor musi zaliczyć dodatkowo kilka godzin na innych uczelniach (zwłaszcza prywatnych) by móc normalnie wyżywić rodzinę. Nie wspominam nawet biednych doktorantów, którzy zarabiają przeciętnie 2500 złotych na rękę. Dlatego nie dziwi mnie fakt, że nasi wybitni studenci, dostający się na międzynarodowe wymiany, pozostają na uczelniach zagranicznych. Bo tam się docenia umysł, u nas nie docenia się niczego.

Mod/Forsal.pl