- Przy okazji wojny, niedawnego wręczania (po raz kolejny) Kaczyńskiemu nagrody Człowieka Wolności i przy okazji rocznicy katastrofy smoleńskiej mieliśmy ze strony najważniejszych funkcjonariuszy państwa PiS bezwstydną orgię wazeliniarstwa i serwilizmu — pisze Tomasz Lis na łamach Newsweeka.
- W rządach autorytarnych kwestia zaspokojenia psychicznych potrzeb satrapy to sprawa państwowa” – próbuje uzasadniać swoje stanowisko.
Tradycyjnie oberwało się też sprawie katastrofy smoleńskiej.
Nie jest też pierwszym, który pyta o „stan umysłu Kaczyńskiego” z uwagi na „ekscesy okołosmoleńskie”, dodając przy tym, że „niezliczona rzesza pisowców stara się, by pod wrażeniem ich oddania i czołobitności niezmiennie był, bo taka jest reguła tego dworu Kaczyńskiego udającego partię polityczną”.
- Od liczby zebranych punktów zależą funkcje, awanse, kariery, pieniądze i przywileje. Bo w państwie PiS zależą one nie od talentu, pracy czy zasług, ale od intensywności spełniania życzeń, zaspokajania emocjonalnych potrzeb i gotowości wypowiadania nawet najbardziej idiotycznych poglądów, jeśli tylko korespondują one z sentymentami prezesa — tak to widzi naczelny „Newsweeka”.
Według niego cała ta sytuacja wiąże się z tym, że jest to system „w którym rządzi jednostka i króluje jej kult”.
- Władza i państwo przestają służyć ludziom, stają się narzędziami autoterapii. Kraj zmienia się w dom wariatów, którego centralną postacią jest dyrektor, a zarazem pacjent numer 1 — pisze na koniec Tomasz Lis.
W tej sytuacji chyba można już mieć nawet daleko posunięte przypuszczenia, że po tym, jak już powszechnie ogłoszono przejście na stronę hologramów naczelnego - medium też z niemieckim kapitałem – Onetu, obecnie można już ogłosić narodziny drugiego znanego z imienia i nazwiska hologramu. Sprawy maili z centrali AS z dyrektywami wszyscy przecież pamiętamy, ale żeby do tego stopnia?
mp/newsweek
