„Demokracja wymaga także społecznej bazy. Tradycyjna komórka rodzinna, na którą we wszystkich naszych krajach wywierana jest tak ogromna presja, stanowi opokę, na której wspierają się zarówno wolność jak i ład. To właśnie rodzina uczy człowieka odpowiedzialności. To dla rodziny zarabiamy pieniądze. To dla jej przyszłych pokoleń dokonujemy poświęceń, które mogą nie być nam wynagrodzone za naszego życia. I poprzez te rodziny uczymy się budować więzi innego rodzaju – zakładamy grupy sąsiedzkie, które składają się na społeczeństwo obywatelskie. Współpraca taka gwarantuje istnienie w sferze społecznej i gospodarczej alternatywy wobec całkowitego zdawania się na pomoc państwa we wszystkich sprawach, z którymi jednostka nie może sobie poradzić. Nic więc dziwnego, że zarówno rodzina, jak i tkanka społeczeństwa obywatelskiego tak poważnie ucierpiały w rękach totalitarystów, których pozycji zagraża wszelkie rozproszenie władzy.


Wreszcie, co się niektórym może wydawać paradoksalne, tak demokracja, jak i wolność gospodarcza potrzebują czegoś głębszego, co samo w sobie nie jest od nich zależne; po to by mogły się one wystarczająco umocnić, wymagają od społeczeństwa kierowania się wartościami, które są absolutne, a nie względne, i które najlepiej da się określić mianem biblijnych lub judeochrześcijańskich” (Słowo Wielkopolskie z 11.07.1996 r.) 


Antoni Szymański

(socjolog, członek Zespołu ds. Rodziny Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski)