Część posłów do rosyjskiej Dumy chciało wprowadzenia kar za "umniejszanie roli ZSRR w zwycięstwie nad hitlerowskimi Niemcami", "rehabilitację nazizmu" i "wypaczanie werdyktu Trybunału w Norymberdze". Oznaczało to, że za podawanie niewygodnych dla apologetów ZSRS faktów z historii II wojny światowej miała grozić grzywna do 300 tys. rubli (około 30 tys. zł.) lub kara do trzech lat pozbawienia wolności. Czyn ten popełniony za pośrednictwem mediów mógłby być karany nawet 5 latami więzienia lub 500 tys. rubli grzywny.
- Uważamy za bluźnierstwo stawianie w jednym rzędzie wyzwoleńczej misji Armii Radzieckiej i faszystowskiej okupacji - mówił, gdy trwały prace nad zmianami w kodeksie karnym, minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow
Promysł karania za krytyczne pisanie o roli ZSRS w czasie II wojny światowej wzbudził protesty także za granicą. Ostro krytykował go choćby znany brytyjski historyk Anthony Beevor, który w książce "Berlin. Upadek 1945" opisał np. masowe gwałty sowieckich żołnierzy na Niemkach. Dostawał za to oficjalne i anonimowe pogróżki z Rosji. Natomiast badacze, czy dziennikarze krajów bałtyckich i Ukrainy obawiali się, że będą ścigani za pisanie i mówienie o zbrodniach stalinowskich w ich krajach, bo rosyjscy deputowani chcieli, by kontrowersyjne przepisy znowelizowanego kodeksu karnego obowiązywały na całym terytorium b. ZSRS. Byłoby to niezgodne z prawem międzynarodowym, ale mogłoby być narzędziem nacisków na obywateli i rządy sąsiadujących z Rosją państw posowieckich.
Nawet w Rosji byli krytycy, którzy uważali, że projekt nowelizacji to próba przywrócenia cenzury rodem z komunizmu. - Co z działaniami ZSRS na terenach przyłączonych po 1939 roku? Czy gdyby ktoś uznał, że zrzucenie bomby na Hiroszimę było przestępstwem, to Rosja wsadziłaby go do więzienia? - pyta anonimowy rozmówca "Rzeczpospolitej".
Okazało się jednak, że ostatecznie projekt zablokował rząd Władimira Putina i deputowani partii władzy Jedna Rosja (z której wywodzili się także pomysłodawcy zmian prawnych). Oficjalnie z powodów formalnych. Wątpliwości opiniującego projekt wicepremiera Siergieja Sobianina wywołał między innymi zapis o "uznaniu za przestępcze działań koalicji antyhitlerowskiej" – nie jest bowiem jasne, o jakie działania i jaki okres chodzi. Nie wiadomo też, co oznacza sformułowanie "wypaczania wyroku Trybunału w Norymberdze".
Czy w związku z negatywną opinią projekt ostatecznie upadł, tego nie wiadomo. Zdania co do dalszych losów tego kontrowersyjnego pomysłu są podzielone. Według niektórych komentatorów rząd ostatecznie zniweczył plany radykałów, według innych projekt może wrócić do parlamentu w doprecyzowanej formie.
sks/Rzeczpospolita
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

