Marta Brzezińska: Z badań przeprowadzonych przez ISKK wynika, że w ubiegłym roku w coniedzielnej mszy świętej uczestniczyło średnio 40 proc. polskich katolików, co stanowi spadek o 1 punkt procentowy w porównaniu z rokiem 2010 (komunię św. przyjmuje 16,1 proc., spadek o 0,3 punktu procentowego od 2010). A jednocześnie ponad 90 proc. Polaków deklaruje się jako osoby wierzące. Skąd ten paradoks rozbieżności i co zrobić, aby temu zapobiec?


Ks. Przemysław Kawecki SDB: Paradoks ma chyba dość proste, socjologiczne wytłumaczenie. Czymś innym są wartości deklarowane, a czymś innym wartości realizowane. I stąd 90 proc. Polaków mówi, że jest katolikami, a 40 proc. żyje zgodnie z wymogami swojej wiary. Co nie znaczy, że temu procentowi, którego nie ma co niedzielę w kościele, odbierałbym w całości intuicję wiary. Znam przynajmniej kilka osób, które naprawdę ufają Panu Bogu, żyją bardzo uczciwie, ale z Kościołem nie zawsze jest im po drodze. Mnie w takich sytuacjach zawsze jest przykro, bo wiem, że w liturgii, sakramentach można dotknąć Pana Boga, który daje siłę do codziennych zmagań, ale również rozumiem sytuację w której ktoś w ogóle tego nie czuje... 


Jak temu zaradzić, żeby było inaczej? 


Na to pytanie chyba na razie nikt jeszcze nie znalazł 100% odpowiedzi. Ja znam jedną, z Ewangelii: „Głosić w porę i nie w porę”. I tego się trzymam.


W Polskich diecezjach obserwuję od pewnego czasu mocny akcent stawiany na Nową Ewangelizację. Organizowane są koncerty ewangelizacyjne, a w parafiach głosi się rekolekcje oparte o kerygmat. To dobry kierunek. Wszelako, jak powiedział jeden ze znajomych proboszczów, co z tego, że raz na jakiś czas wypełnimy po brzegi stadion, zrobimy rekolekcje z fajerwerkami, skoro finalnie ludzie wrócą do swoich parafii, a tam nie zawsze usłyszą dobrze przygotowane Słowo, poziom muzycznych wykonań będzie żenujący, a ludzie nie znajdą wspólnoty, w której mogliby otrzymać coś więcej, niż niedzielne minimum. I ja się z tym poglądem zgadzam. Dobre duszpasterstwo parafialne jest siłą Kościoła. Na to trzeba stawiać akcent i o to dbać.


Czyli receptą na spadek liczby praktykujących zdawałoby się polepszenie jakości duszpasterstwa w lokalnych parafiach?

 

Odnoszę wrażenie, że aktualnie mamy taki trochę czas narzekania na teraźniejszość i sentyment za czasami minionymi. Co chwila spotykam ludzi, którzy mówią: „Kiedyś to było lepiej, kiedyś do Pierwszej Komunii św. szło 100-200 dzieci. A teraz tylko dwadzieścia”. Więc prowokacyjnie zapytuję, kiedy możesz lepiej przygotować dzieci do sakramentu, wprowadzić w wiarę? Kiedy masz 200, czy kiedy masz 20? I połowa zapytanych mówi wtedy: „O, nigdy tak na to nie patrzyłem!”. I tu jest chyba coś na rzeczy - nie można żyć czasami minionymi, tylko trzeba nam odnaleźć się w realiach, które mamy i wydobyć z nich jak najwięcej.


Oczywiście, to pozytyw, ale idąc tą logiką można chyba dojść do wniosku, że im nas chrześcijan mniej, tym lepiej, bo wtedy bardziej stawiamy na jakość, a nie na ilość.


Nie, to zupełnie błędny wniosek! Nie chciałem iść w tym kierunku (śmiech). To, co powiedziałem, to konkretne odniesienie do naszej sytuacji. Zobacz, kiedy ludzie mi mówią, że kiedyś 200 dzieci szło do Pierwszej Komunii św., to ja się pytam, gdzie oni są teraz?! Mają jakieś 40 lat i co? Gdzie oni są? Czyżby tamta ilość nie przełożyła się na jakość? Bo rozumiem, że w starciu z kulturą postmodernistyczną po prostu odpadli, tak? Gdzie te wszystkie tłumy, które przewaliły się przez katechezę, itd? To są proste pytania. Każdy lubi liczby, ilości, ale drogą Kościoła jest człowiek. Nie jakiś statystyczny numer, ale konkretny człowiek i warto o niego zadbać.


To dlaczego jest taki wielki rozdźwięk pomiędzy ogromną liczną osób, które deklarują się jako katolicy, a niewielkim ułamkiem tych, którzy na serio żyją Ewangelią?


Bo Ewangelia to ciasna brama, a bardziej pociąga szeroka i przestronna droga... Taka jest chyba najbardziej trafna odpowiedź. A próbując osadzić to w jakiejś naukowej refleksji, to warto zajrzeć do badań ks. Mariańskiego, socjologa religii z KUL. W jego opracowaniach pojawia się wiele ciekawych i dających do myślenia wniosków.


Moim prywatnym zdaniem wielu respondentów na pytanie o wyznanie odpowiada po prostu katolik - mając na myśli tradycję w jakiej wzrośli, bo chyba głupio jest powiedzieć: „Jestem nikim”.


Tu się jednak z księdzem nie zgodzę. Coraz modniejsze jest przecież przyznawanie się do bycia ateistą. Proszę zauważyć, że to właśnie na fali popularności ateistycznych haseł do Sejmu wjechał Ruch Palikota, który zachęca do apostazji.

 

Tu z kolei ja się nie zgodzę (śmiech). Owszem nie mam na to statystycznych dowodów, ale z obserwacji uczestniczącej wnioskuję, że większość znanych mi osób głosowała na wspomnianą partię, licząc na szybką legalizację marihuany. Ciągle słyszę ten argument - dziś już, mówiony z lekkim wstydem i zażenowaniem. 


Być może ma Ksiądz rację, natomiast niewątpliwym faktem jest, że Ruch Palikota promuje ateizm, który zresztą staje się coraz bardziej modny.

 

Mody przychodzą i odchodzą, jak mawiała moja babcia, a Prawda jest niezmienna. Jeśli Prawda przetrwała nazizm, komunizm, była deptana w obozach koncentracyjnych, więziona gdzieś na dalekiej Syberii, to przetrwa jeszcze wiele innych prób. 


To niech Ksiądz powie jeszcze na koniec coś optymistycznego, żeby nie było, że tak smutno kończymy naszą rozmowę i katolików praktykujących będzie jeszcze mniej (śmiech).

 

Marta, absolutnie nie kończymy smutno naszej rozmowy! Właśnie głoszę w Olsztynie rekolekcje dla studentów. Jest pełen kościół. To pokazuje, że ludzie cały czas przychodzą i chcą słuchać. Wczoraj po 1,5 godzinnym głoszeniu powiedziałem, że czas kończyć, bo jest już po 22, a z kościoła rozszedł się jęk zawodu: „Nie - jeszcze trochę” (śmiech). Nie wiem, na czym to polega. Ludzie po prostu przychodzą i chcą słuchać Ewangelii.


Pośród tych wszystkich dyskusji, że katolików jest coraz mniej itd., cieszę się na przykład z takiej inicjatywy, jaką jest szkoła dla spowiedników, która uczy kapłanów namysłu nad jakością i sposobem przeżywania sakramentu pojednania i pokuty. Jak do niego podchodzimy? Jak go sprawujemy? Możemy narzekać, że ludzie dziś nie chodzą do spowiedzi. Ale z drugiej strony rodzi się pytanie, jak ten sakrament wygląda w przeciętnej parafii. Z jakim doświadczeniem Boga odchodzą ludzie od konfesjonału. Dlatego cieszę się, że takie szkoły powstają, bo wiem, że to podnosi jakość i wrażliwość naszego posługiwania. A współczesny człowiek jest bardzo wrażliwy i wymagający.


Z czego jeszcze cieszy się Kawa? (śmiech)


Cieszę się z wielu lokalnych inicjatyw młodzieżowych organizowanych przez świeckich. Świeccy to jest siła Kościoła - zaangażowani świeccy. W Warszawie działa na przykład bardzo prężnie Soli Deo i na ich spotkania przychodzą całe tłumy. To pokazuje, że ludzie cały czas szukają Prawdy.


Patrzy Ksiądz z nadzieją w przyszłość?


Właśnie dlatego wcale nie jestem przerażony czy smutny kiedy patrzę w przyszłość. Wręcz przeciwnie, jestem bardzo spokojny, bo myślę, że jeszcze przez długi czas będę miał co robić w swoim kapłańskim życiu. Co chwila spotykam ludzi, którzy są głodni spotkań z kapłanem na płaszczyźnie innej, niż tylko niedzielna Eucharystia. Chcą usiąść, porozmawiać, popytać, rozwiać swoje wątpliwości. Praktycznie codziennie dzwoni lub pisze ktoś, szukający spowiednika lub kierownika duchowego. Jest wiele zapytań o rekolekcje dla narzeczonych, młodych małżeństw, małżeństw w kryzysie, małżeństw z długim stażem. Rodzice naszej młodzieży pytają „Kiedy zrobicie rekolekcje dla nas? - my też potrzebujemy duchowego wsparcia”. Pola pracy są ogromne. Ludzie szukają kapłanów.


Przez jakiś czas mieszkałem i pracowałem w Niemczech - sytuacja wyglądała identycznie - głód Żywego Słowa i głód propozycji formacyjnych.


Wniosek: dopóki będę miał ochotę i siłę, by z radością głosić Ewangelię, to naprawdę będę miał co robić. I nigdy nie zabraknie tych, którzy będą potrzebowali tej posługi. Jestem o tym przekonany.


Rozmawiała Marta Brzezińska