Od 57 sekundy filmu słychać kilka odgłosów, które wielu internautów interpretuje jako strzały. - Ja p...olę – krzyczy po rosyjsku osoba, która sfilmowała wydarzenie. Po pewnym czasie ktoś wydaje komendę „wszyscy do tyłu!” i ponownie padają wulgarne słowa.
Większość internautów interpretuje odgłosy jako strzały. Jednak nie są zgodni, co jest ich źródłem. Jedni uważają, że są to race odpalone dla oznaczenia miejsca katastrofy lub też broń, którą mieli przy sobie polegli funkcjonariusze BOR, a które mogły odpalić pod wpływem gorąca. Inni uważają, że milicja oddaje strzały ostrzegawcze w powietrze, by odgonić zbiegających się miejscowych gapiów. Są też tacy, którzy podejrzewają najgorsze i sugerują egzekucję ocalałych z katastrofy i powołują się na pierwsze doniesienia agencyjne po katastrofie, które rzeczywiście mówiły, że 3 osoby ocalały.
Film wrzucił na serwis Youtube pewien użytkownik z Rosji. Po pewnym czasie film, podobnie jak profil, zniknął - nie wiadomo, czy wykasował go właściciel, portal Youtube, czy też może jakiś haker. Wcześniej jednak internauci skopiowali go, obecnie krąży po internecie w licznych kopiach.
- Nie możemy zbagatelizować tego filmu - powiedział tymczasem Radiu ZET pułkownik Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Biegli mają ustalić pochodzenie, zawartość, a także autentyczność nagrania. Artymiak informuje, że decyzja o zbadaniu materiału już zapadła, a wyniki analiz mamy poznać już za dwa dni.
Fonoskopijnej analizie zostanie też poddane tło dźwiękowe trwającego jedną minutę i 24 sekundy filmu.
Z kolei Aleksander Gurianow z rosyjskiego Stowarzyszenia Memoriał, który był zaproszony na uroczystości, opowiadał „Rzeczpospolitej” o tym, że informacje o problemach samolotu ludzie oczekujący na oficjalnych gości w Katyniu otrzymali bardzo szybko. - Była 10.45, a więc jeszcze przed katastrofą. Teraz wydaje mi się to dziwne. Skąd ta informacja? - mówi.
Były agent służb sowieckich, który w latach 70. zbiegł do Wielkiej Brytanii i autor „Akwarium” Wiktor Suworow ma swoje zdanie na ten temat. - Czy oni są zdolni do mordu politycznego? - pyta w odniesieniu do władz rosyjskich. - Są i wielokrotnie to pokazali. Ale w tej sprawie nie ma żadnych dowodów. Okoliczności katastrofy powinna zbadać międzynarodowa komisja. Wtedy wszystkiego się dowiemy i spekulacje zostaną ukrócone – dodaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
- Jedna wersja mówi, że samolot cztery razy podchodził do lądowania, gdyż za każdym razem Rosjanie odmawiali zgody na lądowanie, wysyłając maszynę z prezydentem na lotniska do Mińska lub Moskwy. Mieli podawać przy tym wątpliwe powody, a to że mgła nad lotniskiem, a to że system nawigacji nie działa, bo jest w remoncie, a to że za krótki pas do lądowania - mówił z kolei poseł PiS Artur Górski. Później jednak przeprosił za insynuacje, stwierdzając, że słowa te zostały wypowiedziane "pod wpływem szoku".
Wątpliwości pojawiają się przede wszystkim z tego powodu, iż Rosjanie skąpo dawkują informacje na temat wypadku. Polacy i Rosjanie nie do końca ufają w dobrą wole Władimira Putina. Ponadto strona rosyjska już na samym początku jako winnego katastrofy wskazała pilota, pojawiły się także insynuacje, że był namawiany do lądowania w trudnych warunkach przez samego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Polski MON, prokuratura, znajomi i rodziny pilota odrzucały te twierdzenia. Był to pierwszy zgrzyt na linii Moskwa-Warszawa przy okazji śledztwa.
Zdaniem znawcy Rosji prof. Włodzimierza Marciniaka, ten kraj aż kipi od teorii spiskowych. Przeciętny Rosjanin od razu powiązał tragedię z Władimirem Putinem, bo dla przeciętnego Rosjanina Putin oznacza służby, a nic w Rosji nie dzieje się bez udziału służb. Innymi słowy, zawsze trudno mu uwierzyć w tak spektakularny przypadek.
- Pierwsze komentarze na stronach młodzieżówek kremlowskich, czyli przybudówek młodzieżowych przy administracji prezydenta były takie, że "rzeczą podłą jest oskarżanie FSB". Oni natychmiast przystąpili do obrony. Wiedzieli, co w tym momencie jest najważniejszym dla nich problemem, i tak trzeba rozumieć działania władz rosyjskich – powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową Marciniak.
Zdaniem Marciniaka, niezależnie od tego, jaka jest prawda, to zjawisko rosnącej podejrzliwości Rosjan wobec władz w związku tragedią w Smoleńsku jest samo w sobie faktem politycznym i stawia je w bardzo trudnej sytuacji. Podważa bowiem ich pozycję zarówno w kraju, jak i za granicą.
sks
[video:http://www.youtube.com/watch?v=pLwLK_LER6I'/>
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

