To, co się działo w poniedziałek w nocy przed Pałacem Prezydenckim, to nie jest jeszcze walka z Kościołem, jaką prowadzi Zapatero w Hiszpanii, ale to może być do niej wstęp. Ugrupowanie, które mogłoby taką walkę prowadzić – czyli SLD - nie jest u władzy. Z kolei partia, która jest u władzy – czyli PO – choć wywołała spór o krzyż, być może przypadkowo i przy udziale drugiej strony sporu politycznego, sygnalizuje, że taką walką nie jest zainteresowana.

Moim zdaniem przed Pałacem Prezydenckim zaszedł inny proces. Pod Pałac przyszła w większości zwykła hołota, margines, ludzie, którzy normalnie nie mieliby odwagi przyjść, rzucać takich haseł. Oni tam byli tylko dlatego, że poczuli się zalegitymizowani. Legitymizacja ich akcji płynie z działalności Janusza Palikota. To, co się dzieje przed Pałacem Prezydenckim, to jest poetyka Palikota. On legitymizuje działanie hołoty sprzed Pałacu. To nie są ludzie, którzy mogliby stworzyć jakiś polityczny trend. To jest żuleria, która istnieje w każdym społeczeństwie.

Druga grupa ludzi, którzy przyszli pod Pałac, to tzw. pożyteczni idioci, ludzie niezdający sobie sprawy, w czym uczestniczą, którzy powtarzają zasłyszane tezy i opinie. Tak zapewne było z Dominikiem Tarasem, który całą akcję zorganizował. Oni mogą być wykorzystani przez siłę polityczną, która może chcieć walczyć z Kościołem. Jednak wygaszenie tego sporu byłoby bardzo łatwe, gdyby politycy Platformy oraz nowy prezydent tego rzeczywiście chcieli. Tak naprawdę wystarczyłaby jedna publiczna wypowiedź Bronisława Komorowskiego, by uciąć sprawę. To się jednak nie stanie, bo gdyby miało się stać, już by się stało.

W całej sprawie zasmuca postawa Kościoła. Wydarzyły się co najmniej dwie rzeczy, które są niepokojące. W obliczu ewidentnych kpin z chrześcijaństwa żaden hierarcha nie zabrał głosu, a także – poza jednym kapłanem – nikt nie przyszedł, by wesprzeć obrońców krzyża. Można o nich mówić różne rzeczy, ale oni bronią krzyża – najważniejszego symbolu chrześcijaństwa. Kościół natomiast milczy. Drugim niepokojącym wydarzeniem było to, co zaszło 3 sierpnia. Duchowni nie byli w stanie podejść do krzyża, bo jego obrońcy nie pozwalali im na to. To oznacza, że Kościół nie ma autorytetu. Przez ludzi broniących krzyża jest widziany jako część tej sitwy, która chce krzyż zabrać. Mam wrażenie, że jeśli hierarchia w Polsce będzie przyjmowała dalej taką kunktatorską postawę, to wtedy groźba zapateryzmu stanie się bardziej realna. Moim zdaniem, na razie jednak nie przekroczyliśmy punktu bez odwrotu. Jeśli w ciągu kilkunastu dni uda się tę sytuacje uspokoić i zażegnać spór, to jest jeszcze szansa na zawrócenie z tej drogi. Jeśli się tak nie stanie, lub nie daj Boże stanie się coś gorszego pod Pałacem, to bardzo możliwe, że pójdziemy w stronę walki z Kościołem.

Nie jestem jednak pewien, czy należy się odwoływać do Hiszpanii Zapatero. Mi się to kojarzy z sytuacją z początku lat 90. w Polsce, sprzed kompromisu dotyczącego roli Kościoła w państwie, konkordatu, aborcji. On był aż do teraz przestrzegany. Lewica zauważyła wyłom, który spowodowała m.in. działalność Janusza Palikota, i w ten wyłom próbuje się wcisnąć, żeby tę debatę otworzyć. Moim zdaniem możemy mieć do czynienia z powrotem właśnie do lat 90-tych. Ja bym się tym bardzo martwił, ponieważ ten kompromis udało się jednak wypracować i powinien on trwać. Z drugiej strony przecież Polska ma dużo poważnych problemów - nie ideowych tylko praktycznych. Za sprawą sporów symbolicznych, które są skądinąd bardzo ważne, ginie np. nie mniej ważna sprawa finansów państwa. Jeśli pogrążymy się w ponownym sporze ideologicznym, grozi nam to pominięciem w debacie publicznej bardzo ważnych dla kraju spraw.

not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »