Jak co roku na jesieni wielu polskim szpitalom skończyły się pieniądze na leczenie. Narodowy Fundusz Zdrowia nie zamierza z kolei finansować świadczeń ponadlimitowych – pisze "Nasz Dziennik". Placówki stoją więc przed dylematem – ratować chorych zadłużając się dalej, czy do końca roku zaniechać wykonywania świadczeń, pozostawiając pacjentów na pastwę losu.

Sytuację części szpitali pogarsza jeszcze niestosowanie się Funduszu do orzeczenia Sądu Najwyższego, który nałożył na NFZ obowiązek płacenia za ponadlimitowe świadczenia udzielane w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia. Mimo obowiązku Fundusz nie płaci za nie. W związku z tym część szpitali wciąż procesuje się o wypłatę pieniędzy za tzw. nadwykonania z ubiegłego roku.

Fatalna sytuacja finansowa polskiej służby zdrowia coraz częściej uderza w pacjentów, którym świadczenia medyczne są niezbędne. Mimo tego rząd Donalda Tuska wciąż forsuje projekty ustaw bioetycznych, które zakładają refundację sztucznego zapłodnienia. Jak mówiła dziś Ewa Kopacz w Radiu Zet, płacenie za in vitro będzie kosztowało państwo między 91 a 375 milionów rocznie. Ostateczny poziom wydatków będzie zależał od rodzaju zastosowanej terapii hormonalnej.

Z szacunków Ministerstwa Zdrowia wynika, że rocznie będzie się w Polsce produkowało około 10 tysięcy dzieci. Pytana, z jakich środków będzie finansowane sztuczne zapłodnienie, przyznała, że "zwykle programy terapeutyczne i tego rodzaju programy finansuje minister zdrowia, czyli z budżetu państwa".

Wygląda więc na to, że polska opieka medyczna zamiast leczyć i ratować życie pacjentów będzie produkowała nowych pacjentów (dzieci powstałe z in vitro dużo częściej chorują), którzy w przyszłości będą czekać w jeszcze dłuższych kolejkach do lekarza. A wszystko to za pieniądze tych, którzy już obecnie umierają nie doczekawszy się możliwości leczenia.

żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »