Fronda.pl: Czym jest hazard?
Jacek Racięcki: Hazard jest czynnością, która polega na poszukiwaniu ryzyka i udowadnianiu sobie i wszystkim innym, że jest się w tym ryzyku lepszym. Jest to granie, nad którym traci się kontrolę.
Czy hazard jest więc moralny?
Trudne pytanie. Nie da się nie wprost odpowiedzieć. Z jednej strony, to czynność jak każda inna - a według szerokiej definicji może to być każda gra. Trzeba by raczej zapytać, czy grający robi coś moralnie dobrego.
Robi?
Jeśli w grę wprowadzany jest element zwiększania ryzyka czy nieuczciwości, to niestety nie. A przynajmniej można się się już zastanawiać. Zachowanie hazardowe posiada element nieuczciwości – będę udawał, że umiem - choć nie umiem, będę strzelał - choć nie wiem jak.
Więc nie chodzi o to, czy się gra, ale jak się gra?
Jeśli będę rozwiązywał trzysta krzyżówek dziennie i wpisywał bezmyślnie hasła, bo "może wygram", to coś tu także jest nie tak. Hazard może przyjmować najprostsze formy, a wciąga tego, kto poszukuje czegoś więcej niż gra.
Wszelkie zakłady, w których wchodzą w grę pieniądze, programy lojalnościowe – gdy kupujemy produkty nie dlatego, że ich potrzebujemy, ale by otrzymać obiecany bonus – mają już znamiona hazardu. Jeśli wejście w grę nie jest do końca kontrolowane, nie kierujemy się własnym wyborem, a dajemy się zwabić na obietnicę czekającej nagrody – to już można mówić o hazardzie.
A toto lotek?
To jest hazard w czystej postaci! Wiedza nie ma tu nic wspólnego z wygraną, polega jedynie na typowaniu numerów i łudzeniu się, że jakimś cudem właśnie te, skreślone przeze mnie, zostaną trafione. Jest tu jeszcze jeden istotny aspekt – stymulacja chęci do gry poprzez kumulacje wygranych. Aby ściągnąć kogoś, kto by normalnie tego nie zagrał, organizatorzy obiecują łatwy i wysoki zysk.
W takim razie, czy moralne jest, że państwo czerpie korzyści z takich gier?
W ogóle – nie tylko jeśli chodzi o państwo - czerpanie zysków z hazardu jest wątpliwe moralnie. Wystarczy tylko pomyśleć, że przecież po to, aby ta duża wygrana była możliwa, skądś musi się wziąć ta pula. Najpierw bardzo wielu ludzi musi te pieniądze stracić, a jedynymi, którzy mają pewny przychód, są właściciele gier. To właśnie ci, którzy takie gry organizują, wygrywają najwięcej.
Pprzecież nikt nikogo nie zmusza do takiej gry.
Niby tak, każdy jest przecież świadomy, co robi. Ale jeśli nie ma odporności, albo ma ją obniżoną, to bardzo łatwo da się wciągnąć. Z badań przeprowadzonych przez socjologów z KUL wynika, że stopień prawdopodobieństwa wciągnięcia w hazard wykazuje 70 proc. osób eksperymentujących z grami hazardowymi.
Czy wielu jest ludzi już uzależnionych od hazardu?
Wielu, choć nie wielu chce coś z tym zrobić, czy choćby zdaje sobie z tego sprawę. Świetnym przykładem jest tu uzależnienie od gier komputerowych. W odróżnieniu od alkoholizmu czy narkomanii, to uzależnienie nie ma oznak cielesnych. Dlatego nie jest łatwo odnotowywane społecznie. Sam hazardzista potrafi sobie świetnie wytłumaczyć, zracjonalizować to, co robi. Sam siebie przekona, że przecież nie może przegapić takiej okazji.
Kościół nieczęsto zabiera głos w tej sprawie, prawda?
Nieprawda, od początku to robi. Już w Nowym Testamencie mamy scenę, gdy rzymscy żołnierze rzucają kości o szaty Jezusa. Pośrednio widzimy tu negatywne odniesienie pierwszych chrześcijan do tego typu praktyk. Dla Kościoła w Polsce to stosunkowo nowa sytuacja. Coraz częściej jednak księża poruszają ten temat, a katolickie ośrodki terapeutyczne oferują pomoc także w kwestii uzależnienia od hazardu.
W Stanach Zjednoczonych biskupi wypowiedzi się w tej sprawie oficjalnie. Gdy przy parafiach – w ślad za wspólnotami ewangelickimi – proboszczowie zaczęli pozwalać na organizowanie bingo, episkopat jednoznacznie zakazał go jako formy hazardu.
Rozmawiała Agnieszka Jaworska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

