- Moja wypowiedź została wyrwana z kontekstu – mówi portalowi Fronda.pl włoski polityk o głośnym wywiadzie w „Corierre della Sera”, z którego wynikało, jakoby Buttiglione zaczął popierać legalizację aborcji. Jednocześnie, polityk i intelektualista wzywa do wyjścia naprzeciw potrzebom kobiet - Naszym celem jest pomóc w trudnym wyzwaniu macierzyństwa. Potrzebujemy polityki, która będzie chronić zarówno życie dziecka, jak i wolność kobiety – tłumaczy.

 

Fronda.pl: W rozmowie z „Corierre della Sera” powiedział pan, że gdy w latach 70-tych XX wieku we Włoszech toczyła się debata na temat legalności aborcji, obie strony – zarówno pro-life jak i pro-choice – były w błędzie. Podkreślał pan także, że obrona życia dziecka wbrew woli matki jest niemożliwa. To dość specyficzne podejście jak na osobę deklarującą chęć ochrony dzieci nienarodzonych.

Rocco Buttiglione: Prasa nie zrelacjonowała wiernie tego, co powiedziałem. Moja wypowiedź została wyrwana z kontekstu. Powiedziałem, że my – osoby występujące za życiem i za wyborem – byliśmy bardzo oddzieleni od siebie. W czasie debaty nie próbowaliśmy siebie nawzajem przekonać, tylko byliśmy skierowani do wewnątrz. Teraz widzimy jednak, że w takiej kwestii, jak sprzeciw wobec przymusowej aborcji, się zgadzamy.

W przywołanym wywiadzie powiedziałem też, że trudno jest chronić życie dziecka wbrew woli matki, nie tylko dlatego, że nie posiadamy potrzebnej ku temu większości. Natomiast nie powiedziałem, że jestem przeciwny penalizacji aborcji. Wręcz przeciwnie. Uważam, że należy za nią karać.

Jednocześnie uważam, że nawet, jeśli mielibyśmy większość za zakazem aborcji, nie byłoby to rozwiązaniem problemu. Aby go rozwiązać, trzeba skupić się też na problemach matki i jej braku wolności. Kobiety dokonują aborcji, ponieważ nie są wolne. Czują się zmuszone do aborcji, gdy im czegoś brakuje, np. środków do życia, dzięki którym mogłyby wykarmić swoje dziecko, czy wsparcia mężczyzny, który jest jego ojcem. Naszym celem jest pomóc w trudnym wyzwaniu macierzyństwa. Potrzebujemy polityki, która będzie chronić zarówno życie dziecka, jak i wolność kobiety.

 

Jak powinna według pana wyglądać taka polityka?

Nie da się podać uniwersalnej recepty, która byłaby odpowiednia zarówno dla Włoch i dla Polski. Polityka musi być przystosowana do warunków krajowych. Dużo kobiet dokonuje aborcji z przyczyn ekonomicznych. 15-20 proc. kobiet we Włoszech decyduje się na ten krok, gdyż nie mają za co wykarmić swoich dzieci. Potrzebna jest więc pomoc gospodarcza dla nich.

Z kolei inne kobiety potrzebują pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Są samotne i potrzebują wsparcia. Kobieta potrzebuje poza tym mężczyzny nie tylko po to, by mieć dziecko, ale także po to by je także wychować. Gdy brakuje mężczyzny, sytuacja też jest trudna. Ważne jest, aby ojcowie wchodzili w relacje ze swoimi dziećmi. Gdy tego nie robią, trudno wytrzymać z samotnie ponoszoną odpowiedzialnością. Potrzebna jest także ogólna atmosfera, która nie daje kobiecie przyzwolenia na aborcję. Ludzie muszą zdawać sobie sprawę z tego, że aborcja jest złem.

 

Propaguje pan pomysł uchwały ONZ dotyczącej moratorium na aborcję. Czy moratorium ma dotyczyć jedynie przymusowej aborcji?

Mamy do czynienia z walką między ludźmi, którzy chcą zakazać aborcji i tymi, którzy przyjmują, że aborcja powinna być dozwolona, bo wynika z wolności kobiety. Jednak dla ponad połowy ludzkości ten podział nie ma znaczenia. W wielu krajach odrzuca się jednocześnie obie postawy i wybiera się trzecią, która jest jednocześnie przeciwko wolności kobiety i życiu dziecka. Wiele kobiet jest zmuszonych do usunięcia swojego dziecka. Są kraje, w których nie można mieć drugiego dziecka bez pozwolenia państwa. To jest nieludzkie. Możemy się jednak wszyscy zjednoczyć dla wypracowania rozwiązania, które będzie jednocześnie chronić i wolność kobiety, i życie dziecka.

 

Czyli moratorium jest krokiem politycznym, kompromisem pomiędzy oboma nurtami?

Tego bym nie powiedział. Nie sądzę, by słowo „kompromis” było tutaj na miejscu. Kompromis występuje, gdy jedna strona daje drugiej coś w zamian. To transakcja wymienna. Kompromis miałby miejsce, gdybyśmy powiedzieli: zagłosujcie przeciwko przymusowym aborcjom, a my w zamian zagłosujemy za pozostałymi aborcjami. Ja wcale nie mówię, że aborcja jest do zaakceptowania. W tym wypadku obie strony są przekonane, że przymusowa aborcja jest zła także dla kobiety, co jest nieludzkie.

 

Moratorium jednak nie zdelegalizuje aborcji, a jedynie wstrzyma na jakiś czas jej wykonywanie. I to nie zawsze, bo będzie można je zignorować.

To prawda. Podobnie wygląda sytuacja z moratorium na karę śmierci. Jedne kraje stosują się do moratorium, inne z kolei je ignorują, np. Chiny. Jednak wiele programów ONZ wykorzystuje aborcję jako metodę zapobiegania ciąży. Zatem w wielu krajach moratorium ograniczyłoby aborcję.

Tak więc częściowo byłoby ono rzeczywiście nieważne, ale częściowo także ważne. Ponadto moratorium jest pierwszym krokiem, niełatwym krokiem. Gdy postawimy ten krok, będziemy mogli się zastanowić nad kolejnymi. Musimy zdobyć większość w Zgromadzeniu Ogólnym. W tej chwili mamy możliwość zdobycia większości na rzecz moratorium na przymusową aborcję.

 

Co byłoby kolejnym krokiem?

Chcemy, by podobną rezolucję przegłosował Parlament Europejski i Rada Europy. Czeka nas trudna i długa kampania. Mam zamiar odwiedzić kolejne kraje i przekonywać polityków, intelektualistów i grupy pro-choice do tego, by wsparły tę inicjatywę na rzecz życia i wolności kobiety.

Liczę w tym zakresie na Polskę – na polski naród, opinię publiczną, parlament i rząd. Chcemy zebrać odpowiednią liczbę państw członkowskich ONZ na rzecz rezolucji. To oczywiście nie wystarczy. Jak na razie, na tej drodze liczącej dziesięć tysięcy mil zrobiliśmy pierwszy krok.

 

Ostatnio był pan w Warszawie i rozmawiał z polskimi politykami na temat memorandum na przeprowadzanie aborcji w ONZ. Jak wyglądały te rozmowy?

We Włoszech uchwaliliśmy rezolucję nawołującą rząd do zajęcia się memorandum. Wydaje mi się, że w Polsce wielu ludzi zagłosowałoby za podobną rezolucją. Mam nadzieję, polski rząd i polski parlament wesprą nas w ONZ. Chcemy, by Zgromadzenie Ogólne ONZ uznało, że traktowanie aborcji jako metody zapobiegania ciąży jest nie do przyjęcia. Chcemy, by Zgromadzenie Ogólne zachęciło państwa do tego, by nie polegały na aborcji jako metody zapobiegania ciąży.

 

Z kim pan rozmawiał?

Nie chciałbym mówić o nazwiskach, dopóki nie dostanę jasnej odpowiedzi od samych zainteresowanych. To nie byłoby w porządku. Mają ważną rzecz do zrobienia i to mogłoby im w tym przeszkodzić. Ale rozmawiałem z kilkoma znaczącymi polskimi politykami.

 

Byli to posłowie, ministrowie, liderzy ugrupowań?

To bardzo delikatna sprawa. Rozmawiałem zarówno z posłami jak i z przedstawicielami rządu. Ale nie chcę podawać więcej informacji. To mogłoby zaszkodzić naszej wspólnej sprawie.

 

Rozmawiał Stefan Sękowski

 

Rocco Buttiglione - włoski polityk, nauczyciel akademicki. Wieloletni parlamentarzysta. Był m.in. ministrem ds. europejskich. W 2004 r. ubiegał się o stanowisko komisarza ds. sprawiedliwości. Jego kandydatura przepadła po fali krytyki ze strony europejskiej lewicy. Wytykano mu konserwatywne poglądy, m.in. to, że czynny homoseksualizm nazywa grzechem.

 

Zobacz także:

Buttiglione za legalnością aborcji?

 

 

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »