Fronda.pl: Ostatnio w Iraku miała miejsce seria zamachów na kościoły chrześcijańskie. Dlaczego właśnie teraz?
Witold Waszczykowski: Dzisiaj jeszcze trudno powiedzieć, dlaczego teraz. Na Bliskim Wschodzie od tysięcy lat współżyją ludzie różnych wyznań i narodowości. Chrześcijanie choć pozostają w mniejszości, zwykle cieszą się pełnią praw obywatelskich w wielu krajach muzułmańskich. Jednocześnie konflikt muzułmańsko-chrześcijański istnieje od kilku tysięcy lat, wraca i zanika co jakiś czas. Po krucjatach zapanował relatywny spokój przez kilkaset lat. Następnie Turcy pokonali Bizancjum, zaś chrześcijanie odzyskali Hiszpanię. Konflikt pojawił się znów, gdy państwa europejskie wkroczyły na drogę kolonializmu. Muzułmanie często utożsamiali chrześcijan z najeźdźcami, których zwalczają. Jednak na Bliskim Wschodzie znacznie większe animozje występują między różnymi nurtami muzułmańskimi – szyitami i sunnitami, oraz muzułmanami i innymi religiami z tego rejonu, takimi jak religia mojżeszowa, czy hinduizm. Wystarczy popatrzeć na nieustający konflikt pakistańsko-indyjski.
Policja w Bagdadzie twierdzi, że sprawę można wiązać z niedawnym zabójstwem Egipcjanki przez Niemca w Dreźnie.
Tego nie można oczywiście wykluczyć. Jednak raczej był to pretekst, niż rzeczywista przyczyna. Na Bliskim Wschodzie takie działania nie dzieją się zwykle spontanicznie. Podobnie było w przypadku protestów przeciwko karykaturom Mahometa w duńskiej prasie kilka lat temu. Są to zazwyczaj ataki inicjowane przez ośrodki związane z władzą lub ruchami politycznymi. Są to niestety typowe działania polegające na wykorzystywaniu pewnych różnic religijnych jako instrumentu walki politycznej.
Komu mogłoby zależeć na zamachach?
Każdemu, kto w danej chwili chciałby odwrócić uwagę od trudnych problemów wewnętrznych. Czyli ludziom związanym z władzą, lub różnorakim nieformalnym strukturom, próbującym odwrócić uwagę od innych problemów. Niestety, w takich przypadkach najczęściej cierpią mniejszości – czyli chrześcijanie, Kurdowie i inne mniejszości. Tego typu sytuacje wydarzają się na Bliskim Wschodzie bardzo często i wiemy o tym już z Biblii. Przypomnę choćby historię Hamana, który był wysokim urzędnikiem na dworze perskiego króla. Uknuł on spisek, w wyniku którego zgładzeni mieli zostać wszyscy Żydzi.
Od czasu wkroczenia wojsk USA do Iraku mamy do czynienia z istnym exodusem chrześcijan z kraju. Jak wyglądało ich życie przed wkroczeniem wojsk Amerykańskich?
Irak za Saddama Husseina był państwem relatywnie świeckim. Wojna z Iranem w 1980 roku wybuchła m.in. dlatego, że Hussein obawiał się, że rewolucja irańska z 1979 roku rozprzestrzeni się na jego kraj. W tym okresie Irak był wspierany przez państwa zachodnie, stąd pozycja chrześcijan nie była tam kwestionowana. W państwach muzułmańskich podejście do chrześcijan jest bardzo zróżnicowane. W Arabii Saudyjskiej chrześcijanie nie mają prawa w ogóle praktykować swojej wiary, nie mają prawa wybudować kościoła. Paradoksalnie zaś król Arabii Saudyjskiej jest aktywnym promotorem dialogu między religiami za co został uhonorowany nagrodą Lecha Wałęsy w grudniu 2008 roku. W Iranie z kolei są kościoły, jest bardzo silny kościół ormiański, jednak zakazane jest nawracanie muzułmanów na chrześcijaństwo. Wierzyć w Chrystusa mogą jedynie ludzie, którzy wierzą od urodzenia. W Libanie nawet nawracanie jest możliwe. Irakijczycy oficjalnie próbują obecnie budować państwo demokratyczne i świeckie, z mnóstwem żyjących obok siebie religii. Pozycja chrześcijan jednak nie jest zbyt silna i nie cieszą się opieką ze strony władz. Dopóki będą tam Amerykanie, nie należy się spodziewać wielkiej fali prześladowań. Jednak gdy się wycofają z Iraku, sytuacja chrześcijan może się pogorszyć w zależności od ogólnej kondycji społeczno-gospodarczej państwa irackiego.
Czyli chrześcijanie są skazani na prześladowania na Bliskim Wschodzie?
Niestety, dopóki kraje muzułmańskie nie zdemokratyzują się, co będzie trwać dziesiątki lat, los chrześcijan może być zmienny zależnie od koniunktury politycznej.
Ale czy demokratyzacja państw muzułmańskich rzeczywiście coś pomoże? Przecież muzułmanie mają zupełnie inną mentalność niż chrześcijanie.
Rzeczywiście islam zakłada, że jest ostatnią fazą rozwoju religii monoteistycznych, opartych na Księdze. Nie dopuszcza rozdziału sfery sacrum od sfery profanum. Polityka państw i życie społeczne są więc przesiąknięte ideałami religijnymi i często pojawia się pokusa nietolerancji wobec inaczej myślących. Wiele krajów nie odeszło jeszcze od takiej wizji. Natomiast historia pokazuje, iż demokratyzacja wspiera tolerancję religijną. Mamy także pozytywne przykłady w świecie muzułmańskim, choćby Turcja, która przez kilkadziesiąt lat przeszła ogromne zmiany. Innym przykładem jest Indonezja.
Rozmawiał Stefan Sękowski.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

