Film, który zachodni krytycy uznali za przejaw postépu i tolerancji religijnej, nad Gangesem wzbudził zupełnie inne emocje. Spowodował wręcz wybuchy nienawiści hinduskich radykałów i nacjonalistów a sam tytuł — "My Name Is Khan", czyli "Nazywam się Khan" — hinduiści uznali za manifestację islamskiej tożsamości).

Khan to najpopularniejsze muzułmańskie nazwisko, nosi je również odtwórca głównej roli - Shah Rukh Khan, filmowy gwiazdor pochodzący z muzułmańskiej rodziny. Ten król bollywoodzkiego kina i najpopularniejszy aktor świata, przyciąga więcej widzów, niż Brad Pitt, czy George Clooney.

Akcja "My Name Is Khan"rozgrywa się w Kalifornii po 11 września 2001 r., a główny bohater — Rizwan Khan, muzułmanin cierpiący na rodzaj autyzmu, zakochuje się w Mandirze, Hindusce samotnie wychowującej dziecko. Rizwan samodzielnie ratuje grupę czarnych Amerykanów, dotkniętych katastrofą  przypominającą atak huraganu Katrina. Amerykański prezydent, którego postać wzorowana jest na George'u W. Bushu, biernie przygląda się tragedii. Superbohater zostaje aresztowany za podejrzane zachowanie, a jako muzułmanin traktowany jest ze szczególną podejrzliwością. Rozpoczyna walkę o oczyszczenie swego imienia.

Choć w Bollywood kariery robi wielu Muzułmanów, zwykle grają role Hindusów. Tym razem jest jednak inaczej, bo Khan gra muzułmanina zakochanego w Hindusce. Związki między wyznawcami tych dwóch religii, to w Indiach największe tabu, przełamywane niezwykle rzadko nawet w liberalnych środowiskach i w najlepszym razie owocujące społecznym wykluczeniem.

Poza religijnymi, w filmie są jeszcze bariery polityczne — krwawy podział kraju w 1947 r. na muzułmański Pakistan i Bangladesz oraz Indie, w większości zamieszkiwane przez wyznawców hinduizmu, to nadal źródło konfliktów. Granica z Pakistanem jest jedną z najpilniej strzeżonych na świecie, a w samych Indiach konflikty między muzułmanami a Hindusami nie są rzadkością, a w zamachach i zamieszkach nadal giną setki osób.

Także ataki na kina nie są w Indiach rzadkością. Może je spowodować drobiazg, jak ostatni komentarz Shahrukh Khana, który w zeszłym tygodniu wyraził ubolewanie, że do prestiżowych rozgrywek ligi krykieta nie wybrano w tym roku żadnego gracza o muzułmańskich korzeniach. Ta wypowiedź, w połączeniu z premierą filmu, rozwścieczyła przywódców radykalnej politycznej organizacji Shiv Sena. W wystąpieniach zaatakowali oni Khana a ich zwolennicy wyszli na ulice. W dniach poprzedzających premierę filmu w Bombaju aresztowano blisko dwa tysiące osób oskarżonych o niszczenie kin, w tym witryn reklamujących pierwsze pokazy "My Name Is Khan".

Film mimo to cieszy się ogromną popularnością, w miniony weekend kina w Bombaju przeżywały oblężenie – chociaż widzowie przed wejściem musieli poddać się kontroli a sale obstawiły specjalne oddziały policji.

AJ/Rp.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »