"Rzeczpospolita" ustaliła, że na 40 minut przed katastrofą w Smoleńsku MSZ było pewne, że samolot z polską delegacją z powodu fatalnej pogody odleci na zapasowe lotnisko do Mińska.

Radca MSZ Dariusz Górczyński, obsługujący wizytę prezydenta w Smoleńsku, informował 40 minut przed katastrofą centralę w Warszawie i polskie placówki dyplomatyczne o gęstej mgle na miejscu uroczystości, gdzie miał lądować samolot z polską delegacją.

W związku z tym, pojawiła się propozycja lądowania w Moskwie, jednak bliżej jest lotnisko w Mińsku. Istniała jeszcze możliwość wylądowania w Witebsku. Gdyby załoga zdecydowała się na jedno z dwóch ostatnich miejsc, delegacja spóźniłaby się na uroczystości około trzech godzin.

Na pół godziny przed katastrofą polska ambasada na Białorusi otrzymała informację o możliwym lądowaniu Tu-154 w Mińsku oraz polecenie przyjęcia delegacji i zorganizowania jej transportu do Smoleńska.

Piloci samolotu mieli dostać informację o złych warunkach pogodowych znacznie później niż wiadomość ta dotarła do MSZ. Ministerstwo jednak nie ma obowiązku przekazywania tych danych pilotom, którzy mają stały kontakt ze swoimi służbami.

Polskie MZS było przekonane, że Tu-154 wyląduje w Mińsku. Czekało tylko na potwierdzenie tej decyzji przez załogę samolotu. W pogotowiu był też polski ambasador w stolicy Białorusi - pisze "Rzeczpospolita".

eMBe/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »