Miesiąc temu brytyjska pielęgniarka została zawieszona w obowiązkach, bo zaproponowała starszej pacjentce, że się za nią pomodli. Teraz nie byli potrzebni nawet prawdziwi pacjenci – wystarczyło szkolenie i zaimprowizowane sytuacje. Pielęgniarz wspomniał o Bogu i musiał pożegnać się z pracą – relacjonuje Daily Telegraph.
71-letni Anand Rao urodził się w Indiach i zapewne stamtąd przywiózł do Wielkiej Brytanii swoją głęboką wiarę. Dzielenie się nią to dla niego naturalna reakcja przychodzenia z pomocą cierpiącym. Kiedy podczas szkolenia miał zademonstrować, w jaki sposób rozmawia z pacjentami w trudnych sytuacjach, nie spodziewał się, że to dzielenie się przyniesie takie konsekwencje.
Poproszono go o doradzenie kobiecie, która cierpiała z powodu choroby serca. - Powiedziała mi, że lekarz jej mówi, że nie zostało jej wiele życia i to powoduje u niej stres – opowiada Rao. - Zapytałem, czy chodzi do kościoła. Odpowiedziała, że nie. Zasugerowałem więc, że być może jeśli poszłaby do kościoła, stres by się zmniejszył. I dalej dodałem, że ja sam też chodzę z tego powodu do kościoła – tłumaczył motywację pielęgniarz.
W drugim przypadku Rao doradzał pacjentce z AIDS i też nie wypadł zbyt postępowo. Co zasugerował? Z punktu widzenia prowadzącego szkolenie – najgorszą możliwą opcję: poradził, by przestała uprawiać seks z mężem. - Powiedziałem jej także, że w przypadku, gdy żadne leczenie nie jest możliwe, modlitwa jest najlepszym lekarstwem - dodaje Rao.
Pielęgniarz, od czterech lat zatrudniony przez fundusz zdrowia w Leicester, po zakończeniu szkolenia otrzymał list od szefa z wymówieniem. Dowiedział się z niego, że zostaje zwolniony na podstawie kwestii, które wynikły podczas szkolenia, ponieważ nie zdołał zachować osobistego i profesjonalnego zaangażowania w kwestii równości i różnorodności".
AJ/Telegraph.co.uk
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

