Na dokładną instrukcję „skutecznego” pozbawienia się życia maturzystka natrafiła w internecie. Według lekarzy z Pomorskiego Centrum Toksykologii w Gdańsku człowiek ten doskonale wiedział, jaką dawkę środków należy przyjąć i jak zachować się po ich połknięciu. Całe szczęście pomoc dotarła na czas. Jednak dziewczyna do tej pory nie doszła do siebie. - Zaczęliśmy już szukać dla niej wątroby do przeszczepu. Ostatecznie jednak życie uratowały jej wielokrotne albuminowe dializy wątroby i nerek – twierdzą gdańscy lekarze.

Internetowe „samobójcze doradztwo” staje się prawdziwą plagą. Na forach powstają wręcz „grupy wsparcia”, które nagabują niezdecydowanych do postawienia ostatniego kroku. - Problem polega na anonimowości. Anonimowo łatwiej jest obrażać, grozić i zachęcać do popełnienia samobójstwa – uważa psycholog społeczny prof. Hanna Brycz.

„Instruktorzy” zapominają jednak dodać, że śmierć jest nieodwracalna, a w wielu przypadkach łączy się z długotrwałym cierpieniem. - Jeśli ktoś liczy, że zapadnie w sen i odejdzie w niebyt, bardzo się rozczaruje – mówi toksykolog dr Wojciech Waldman o truciu się przy pomocy leków. - Z reguły ten sposób samobójstwa połączony jest z ogromnym cierpieniem. Często dochodzi do niewydolności wątroby, połączonych z dużym bólem krwawień z przewodu pokarmowego, ostrej niewydolności nerek i serca. Nie ma w tym nic estetycznego – dodaje lekarz.

Według oficjalnych statystyk w ubiegłym roku życie odebrały sobie 3694 osoby, w tym 198 w wieku od 15 do 19 lat. Liczba niedoszłych samobójców jest wielokrotnie wyższa.

 

sks/Polska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »