„Prywatne pokazy, sprzedaż poza oficjalnymi sieciami handlowymi – to nie jest opis działalności podziemnych wydawców czasów PRL. Tak wygląda współczesny drugi obieg, w którym krążą filmy dokumentalne i książki dotyczące katastrofy smoleńskiej– pisał o tym zjawisku w kwietniu Mariusz Cieślik w Newsweeku.

 

- Mówi się, że film „Mgła” obejrzało 5 mln osób, choć trudno mi to zweryfikować. Film jednak rozszedł się w całym nakładzie jako insert czyli ponad 125 tys. egz. Było też w całej Polsce mnóstwo pokazów. Jest również dostępny na You Tube i został w sposób piracki rozpowszechniony w USA. Jego fenomen polegał na tym, że jako pierwszy film dokumentalny polskiej produkcji o Smoleńsku porwał ludzi, bo odpowiedział na głód wiedzy o katastrofie smoleńskiej. Film został bardzo dobrze przyjęty nawet przez drugą stronę. Pozytywnie napisała o nim nawet „Gazeta Wyborcza”. Był obiektywny. Jego widzowie to nie tylko osoby emocjonalnie związane z katastrofą smoleńską, ale też zdystansowane do tej tematyki. Następne filmy dodawane do „Gazety Polskiej” nie powtórzyły tego sukcesu. Ciekawe, że po spotkaniach i pokazach bardzo wiele osób chciało mieć fizycznie te filmy na DVD w swoich zbiorach. Może z tego powodu, że są w jakimś sensie unikalne – mówi Anita Czerwińska.  

 

Oprócz filmów o tematyce smoleńskiej, jak „10.04.10” Anity Gargas czy „Zobaczyłem zjednoczony naród” Anny Ferens, w Gazecie został wydany również „Kibol” o środowisku kibiców czy „Raport z zatopionego miejsca”, film społeczny o powodzi w Wilkowie. Anita Czerwińska zapowiada, że w „Gazecie Polskiej” będą wydawać filmy, które nie są emitowane w TVP. - Chcemy być przystanią dla twórców niezależnych, których dociekania i praca nie mają się gdzie ukazać i chyba długo nie będą miały tej możliwości – mówi Czerwińska.  

 

Filmoteka „Gazety Polskiej” niebawem wyda książeczkę z „Mgłą” i „Pogardą”. Planowana jest też trzecia część tego tryptyku, gdzie po wypowiedziach pracowników kancelarii prezydenta Kaczyńskiego i najbliższych członków rodzin, głos mają zabrać dzieci ofiar katastrofy smoleńskiej.  

 

Jarosław Wróblewski