Dwa miesiące przed katastrofą smoleńską Zespół Bezpieczeństwa Lotów 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego alarmował MON, że limity paliwowe nie zabezpieczają zamierzeń szkoleniowych na rok 2010. Sytuacja w pułku zmusiła jego kierownictwo do drastycznego obniżenia nalotu treningowego. Uznano, że limity mogą negatywnie wpłynąć na bezpieczne wykonywanie zadań.
Zespół zgłaszał również problemy braku części zamiennych i serwisowania samolotów. Grupa pilotów, w której znajdował się śp. mjr Arkadiusz Protasiuk, informowała, że brak części zapasowych skutkuje długimi przestojami w razie awarii i może spowodować zagrożenie w wykonywaniu zadań na samolotach Jak-40 i Tu-154M. By móc latać, wojskowi technicy musieli "pożyczać" części z przeznaczonych do naprawy maszyn.
Problem ograniczania środków na zakup części zamiennych nie był nowy. Potwierdza to analiza stanu bezpieczeństwa lotów Sił Powietrznych w 2009 r., zatwierdzona jeszcze przez śp. gen. Andrzeja Błasika. Odnotowane w niej problemy ze starzejącym się sprzętem i częściami zamiennymi (wręcz wskazywano na duże ich braki) oraz postępujący proces starzenia się techniki lotniczej i problemy z realizacją umów serwisowych zostały określone jako problemy ciągnące się za Siłami Powietrznymi od lat. Piloci wprost uznali, że "niewystarczająca ilość sprzętu oraz części zamiennych do zabezpieczenia planowanych zadań lotniczych w jednostkach wytworzyła powszechne zjawisko tzw. kanibalizmu technicznego". Niesie to jednak za sobą zagrożenie większą usterkowością maszyn.
W ocenie gen. bryg. rez. Jana Baranieckiego, byłego zastępcy dowódcy Wojsk Lotniczych Obrony Powietrznej, Siły Powietrzne RP z problemem kanibalizmu technicznego borykały się już od końca lat 80. - O ile tego rodzaju praktyki były do przyjęcia na początku lat 90., kiedy rosyjscy producenci zerwali z nami kontakty, o tyle obecnie sytuacja jest zupełnie inna i dziwię się, że do takich praktyk się dopuszcza - podkreślił gen. Baraniecki.
Jak ocenił, nawet w przypadku kłopotów finansowych resort obrony powinien zadbać, by pułk wożący najważniejsze osoby w państwie dobrze funkcjonował. - Dziwi fakt, że takie praktyki mogą mieć miejsce w odniesieniu do 36. SPLT. To m.in. wynik polityki prowadzonej przez MON. W mojej ocenie, rządowe samoloty zawsze winny mieć najwyższy priorytet i nigdy nie powinno być problemów, by zakupić do nich części - dodał. Jak zauważył, na pewno w specpułku kanibalizm techniczny nie powinien mieć miejsca. - Taka praktyka powinna być tam zakazana. To jest najważniejszy pułk w Polsce, tutaj wszystko powinno być sprawne - dodał.
- Sytuacja w Siłach Powietrznych jest odpowiedzialnością pana ministra Bogdana Klicha, ale nie tylko. Za tę sytuację odpowiada cała koalicja rządząca, bo gdyby nie stanowisko reprezentujących ją w komisji posłów, to wnioski płynące z działań podkomisji zajmującej się wojskowym lotnictwem musiałyby być realizowane – mówi poseł PiS Antoni Macierewicz. Jego partia kilkakrotnie wnosiła o zwiększenie budżetu pułku specjalnego, jednak nie zyskały one poparcia.
- Oczywiście od strony wykonawczej osobą odpowiedzialną jest minister obrony narodowej, ale on nie miałby możliwości takiego działania, gdyby nie wsparcie posłów PO i PSL, którzy nie pozwalali na żadną uwagę - dodał poseł Macierewicz. W jego ocenie, poprawy sytuacji nie ma się co spodziewać także w tym roku. - Jeśli utrzymane zostaną dotychczasowe zapisy budżetowe w tym zakresie, to na poprawę sytuacji Sił Powietrznych w 2011 roku liczyć nie można. Niestety, na razie rząd nie widzi tu możliwości wprowadzenia żadnych korekt – dodał.
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

