Mimo, że centralne władze w Kiszyniowie ratyfikowały umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, niepokoje wzrastają w separatystycznym Nadniestrzu i otwarcie pro-rosyjskiej autonomicznej republice Gagauzji, uzależnionej od handlu z Rosją. Właśnie tam w referendum zorganizowanym na początku tego roku jedynie 1,5 proc. głosujących opowiedziało się za związkiem z UE, a aż 98,5 proc. za mocniejszym więzami z Unią Celną, kontrolowaną przez Moskwę.

Wszystko przez wino

Gagauskie referendum nie było przypadkiem, uczestniczyło w nim ponad 70 proc. wyborców, mimo, iż nie było wiążące i miało raczej charakter opiniotwórczy. Gagauzja cieszy się autonomią od 1994 r. Przeważającym językiem jest rosyjski, a cele ekonomiczne są różne od tych widzianych z Kiszyniowa. W tym regionie zajmującym 5 proc. terytorium całego kraju aż 60 proc. PKB wytwarza produkt winiarski. Niemal cały eksport idzie do Rosji.

Tymczasem Moskwa nałożyła embargo na import mołdawskich win, za wyjątkiem kontrolowanego przez siebie Nadniestrza. To rujnuje lokalną społeczność, która domaga się dobrych relacji z Moskwą. W Mołdawii przędą cienko. Średnia pensja to ok. 150 dolarów. Przelewy od rodzin pracujących za granicą, w tym w Rosji, mogą wynosić nawet 25 proc. PKB.

Bruksela dwoi się i troi chcąc pozyskać Mołdawię dla UE. Rumunia deklaruje, że zapewni 100 proc. mołdawskiego zapotrzebowania na gaz i energię elektryczną. Największym zagrożeniem w stolicy jest silna, pro-rosyjska Partia Komunistów.

Historyczne zaszłości

Podobnie jak w przypadku Ukrainy, Rosja do agresji może wykorzystywać argumenty historyczne. Mołdawia uwolniła się od dominacji Kremla dopiero w 1991 r. W przeszłości Besarabia należała do Węgier i Polski, jednak od XIX w. na tych ziemiach panowali niezmiennie Rosjanie. Moskwa połknęła Besarabię w 1812 r.

Po rewolucji październikowej powstała Mołdawska Republika Ludowa w ramach ZSRR. W 1918 r. wybuchła wojna z Rumunią, którzy zaanektowali Besarabię. Tymczasem Sowieci powiększyli Mołdawską SSR kosztem Ukrainy. W 1940 r. Besarabia wróciła do Mołdawskiej SSR i na mocy traktatu pokojowego z 1947 r. na pół wieku Mołdawia znalazła się w objęciach komunistów.

Jedności kraju nie sprzyja zróżnicowanie etniczne. Opowiadający się za Moskwą mieszkańcy Gagauzji, mówią po głównie po rosyjsku, ale są spokrewnieni z Turkami i po części używają także podobnego dialektu. Są wyznawcami prawosławia, więc bliżej im do Rosji niż do Unii Europejskiej. Między Prutem a Dniestrem mieszają się ze sobą Rosjanie, Rumuni, Ukraińcy…

W oczekiwaniu na „zielone ludziki”

Niemniej obecnie nie widać wzmożonej aktywności rosyjskich służb w Mołdawii – komentuje dla Fronda.pl dr Andrei Borsevski z mołdawskiego Instytutu dla Demokracji w Comracie. – Największym problemem wciąż pozostaje embargo na produkty rolne, co sprawia ogromne problemy rolnikom – tłumaczy. Coraz częściej politycy głośno wyrażają swoje obawy, że w ich kraju może stać się to samo, co na Ukrainie. Zarówno elity, jak i zwykli mieszkańcy kraju potępiają rosyjską agresję we wschodnich republikach Ukrainy.

Dr Borsevski dementuje jednak, aby „zielone ludziki” pojawiły się już w Mołdawii. – Niemniej są oni od zawsze w Nadniestrzu – wyjaśnia, tak jakby Mołdawianie przyzwyczaili się już do specyficznego statusu tego regionu. Czy to oznacza, że gdyby Rosjanie dostarczyli Nadniestrzu i Gagauzji wojskowego wsparcia, stałoby się to samo, co na Ukrainie?

Nie można tego wykluczyć. Oba regiony są radykalnie pro-rosyjskie. W Nadniestrzu stacjonuje rosyjskie wojsko. Projekt Noworosja zakłada zajęcie także tych ziem. Jeśli dojdzie do militarnej konfrontacji Mołdawia może także zostać trwale podzielona. Dlatego już dziś Mołdawia, przy pomocy UE i NATO, powinna zadbać o swoje bezpieczeństwo oraz integralność terytorialną, aby zatrzymać marsz Putina na Zachód.

Tomasz Teluk