A jednak „Moja krótka historia” Stephena Hawkinga rozczarowuje. Owszem dowiadujemy się z niej o rodzicach autora, o komunistycznych sympatiach jego matki i lekarskim zaangażowaniu ojca, a nawet o kolejnych żonach i powodach rozstania z nimi. Nie brak rozważań na tematy fizyczne, ale na tyle ubogie, że nic nie wnoszące do poprzednich dziełek, że aż nie warte wzmianki. I w zasadzie to tyle, co dowiadujemy się o Hawkingu.

Próżno szukać w książce odpowiedzi na pytanie, jak mierzył się z chorobą, która stopniowo pozbawiała go możliwości poruszania się, mowy, a nawet normalnego oddychania... O tym fizyk milczy. Tak jak milczy o swoim światopoglądzie, konsekwentnym ateizmie, który aż prosi się o wyjaśnienie. Czy związany on jest z wychowaniem? A może z chorobą? Czy wreszcie z nauką? Tego się jednak nie dowiemy, bo Hawking spisał życiorys, jakby stworzony na potrzeby kolejnej pracy, a nie czytelników. Szkoda, bo to mogła być pasjonująca książka. A tak to lektura na pół wieczoru. Bez najmniejszych rewelacji.

Tomasz P. Terlikowski

S. Hawking, Moja krótka historia, tłum. A. Sobolewska, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2014, ss.152.