Fronda.pl: WSFH powstała w 2009 r., a w 2005 r. spotkał się Ojciec z Janem Pawłem II, który udzielił swojego błogosławieństwa przedsięwzięciu. Jak Ojciec wspomina to wydarzenie?
To była niezwykła chwila. Moim marzeniem zawsze było spotkać się z Janem Pawłem II. Nawet w snach widziałem, jak Ojciec Święty podchodzi, błogosławi mnie, ale w realnym życiu przez dłuższy czas to się nie realizowało. Gdy byłem w Rzymie w 2005 r., niedługo przed śmiercią papieża, usłyszałem, że jest odwołane moje spotkanie z Janem Pawłem II ze względu na jego zły stan zdrowia. Jednak w nocy otrzymałem inną informację, że Ojciec Święty resztkami sił spotka się ze mną. Pokazałem mu plany projektów naszej szkoły. To było niezwykłe przeżycie i błogosławieństwo. Od tamtego czasu wiedziałem, że to co podjęliśmy, cel, który realizujemy, będzie osiągnięty.
Co powiedział Jan Paweł II?
Pytał skąd taki pomysł, dlaczego chcę to realizować. Papież stwierdził również, że Polska i Kościół potrzebują takiego ośrodka. Powiedział również „Na pewno ci wyjdzie, nie zniechęcaj się przeciwnościami!”.
Dwa lata temu deklarował Ojciec, że szkoła będzie się rozwijać, przyczyni się do poznania języka i kultury żydowskiej. Jaki postęp poczyniła uczelnia przez ten czas?

Jestem niezwykle wdzięczny Bogu za tę wielką Opatrzność, która wiąże się z realizacją tego projektu. Za chwilę wylatuję do Izraela na spotkanie z rektorami największych wyższych uczelni w tym kraju – m.in. uniwersytetów Ben- Gurion, Bar – Illan i szkoły Levinsky, najstarszej wyższej szkoły, przygotowującej nauczycieli. Wszyscy z wielkim entuzjazmem chcą rozmawiać o współpracy, o kontaktach międzynarodowych. Prowadzimy również rozmowy z przedstawicielami landów niemieckich, które odpowiadają za relacje Niemiec z Izraelem. Mamy wielkie osiągnięcia wśród studentów. Nasi studenci są w Nowym Jorku, mają już propozycje doktoryzowania się na innych uniwersytetach, aby ich wiedza, umiejętności i osiągnięcia mogły być realizowane. Jeden z naszych studentów jedzie teraz do Izraela, ponieważ wcześniej skończył archeologię, i tam będzie, jako wolontariusz, uczestniczyć w dwumiesięcznej wyprawie archeologicznej. Nasza studentka w wakacje również będzie przebywać na jednym z uniwersytetów w Izraelu, gdyż została wyróżniona przez ambasadę i otrzymała możliwość pogłębiania swoich znajomości językowych. Nasi studenci są niezwykle zdolni, ale bardzo wiele zawdzięczamy również Fundacji Haskala, założonej przez panią Grażynę i pana Romana Karkosik. Ludzi, należących do bogatszych osób w Polsce, którzy utrzymują szkołę, realizują te plany i dzięki nim wszystkie przedsięwzięcia są realizowane. Pragnę tu wspomnieć szczególnie o projekcie Haskali, polegającym na ufundowaniu czterdziestu polskim studentom z biednych rodzin ze wschodu: Kazachstanu, Ukrainy, Białorusi i Rosji darmowego studiowania. To dla mnie niezwykłe, że mogę być narzędziem tego projektu. Fundacja daje swoje pieniądze dla młodych Polaków, którzy chcą studiować, a nie mają pieniędzy, aby mogli u nas zamieszkać, studiować, zdobyć wyższe wykształcenie. Myślę, że jest to bardzo wzruszające – niezwykła okazja, niezwykła szansa, aby dać tym ludziom możliwość poznawania języków, zdobywania kontaktów międzynarodowych i wiedzy, a także poznawania kultury.
Dwa lata temu wyraził również Ojciec życzenie, aby szkoła przyczyniła się do wyeliminowania nieporozumień pomiędzy narodami polskim i żydowskim…
Nie mam zamiaru, aby szkoła była jakąś placówką ideologiczną. Ale szkołą, która opiera się na nauce, głównie języków, rozwoju i historii Żydów, na przedstawianiu postaci wybitnych polskich Żydów, którzy wnieśli ogromny wkład w naukę, kulturę, sztukę. Szkołą, która pełni swoją misję poprzez wszystkie przedsięwzięcia, relacje czy tygodnie kultury żydowskiej, sympozja, które się odbyły i które się odbędą, przy współpracy uniwersytetów, m.in. naszego uniwersytetu w Toruniu czy uniwersytetu w Poznaniu i wiele innych wydarzeń, które mówią o tym wielkim otwarciu i tej relacyjności ze środowiskiem naukowym, ze środowiskiem żydowskim. Z ważnych okazji, np. otwarcia roku akademickiego mieliśmy różne wyróżnienia, np. uhonorowanie Polaków, którzy chronili życia Żydów, za ich heroizm – odznaczenia już pośmiertne. Na naszej stronie internetowej www.wsfh.edu.pl można nawet zapoznać się z kalendarium, które pokazuje ten wielki wysiłek profesorów i studentów naszej uczelni, którzy pracują na polu o którym właśnie mówiłem.
Jaki wpływ na działalność uczelni mają bieżące wydarzenia? Z jednej strony mamy beatyfikację Jana Pawła II i tzw. drugi Asyż, z drugiej kwestie sporne, związane z takimi wydarzeniami, jak np. publikacja książki Jana Tomasza Grossa…
Misja szkoły, to co realizujemy na polu naukowym (ostatnio przystąpiliśmy do międzynarodowego projektu z naukowcami z Izarela) jest niezwykłą okazją do tego, aby przez naukę, przez język, przez kulturę, przez odkrywanie tego, co jest pozytywne, wpływać na jeszcze lepsze relacje, jeszcze większą otwartość, przy tak wielkich programach i projektach. Widzę, że wszystko temu sprzyja i upewnia nas, że ta droga i misja szkoły jest niezwykle ważna i bardzo potrzebna.
Trzeba przyznać, że ma Ojciec w tym duże zasługi. W 2009 r. został Ojciec uhonorowany przez czytelników toruńskiej „Gazety Wyborczej” tytułem „Torunianina Roku”, a samo otwarcie WSFH było „Wydarzeniem Roku”. Powiedział wtedy Ojciec, że chce, aby szkoła poszła w kierunku dialogu międzyreligijnego i międzykulturowego…

Tak, to wypływa z tożsamości franciszkańskiej. Mojej tożsamości, jako franciszkanina, jako kapłana, naśladowcy św. Franciszka, który pragnie tej relacyjności, która wypływa z relacji z Jezusem Chrystusem, który stał się człowiekiem, Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Z misji chrześcijańskiej i franciszkańskiej, a także relacyjności z całym światem stworzonym, z całym kosmosem. A z więzi z Jezusem Chrystusem, z Matką Najświętszą, wypływa to wielkie pragnienie budowania mostów między kulturami, z naszymi braćmi, gdzie realizując projekty i naukę Kościoła katolickiego, kard. Józefa Ratzingera, teraz papieża Benedykta XVI, który napisał niezwykłą pozycję „Granice dialogu z narodem wybranym”.
Środowiska konserwatywnych katolików uważają, że niektóre formy tego dialogu są niewłaściwe. Jak Ojciec opisałby jego granice?
Tam gdzie, zaczyna brakować miłości, zaczyna się prawo. Miłość, osobista więź z Jezusem Chrystusem – jeszcze raz podkreślam, z Jezusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym – tym, który modlił się na ostatniej wieczerzy, aby stanowili jedno, to pragnienie jedności i doświadczenie miłości i obecności Boga, sprawia, że pragniemy tej relacyjności z innymi braćmi i siostrami, bez względu na ich rasę, kulturę czy religię. To wiąże się z wielkim doświadczeniem miłości Jezusa i z wielkim miłosierdziem naszego Ojca, bo nasz Bóg jest miłosierny. Myślę, że jeżeli niektórzy mają zastrzeżenia co do tych granic dialogu, powinni popatrzeć na działalność kard. Ratzingera, obecnie papieża Benedykta XVI, który doskonale pokazuje te granice dialogu.
Gdzie ta granica przebiega? Kiedy możemy jeszcze prowadzić dialog, a kiedy już nie powinniśmy?
Jest to bardzo szeroki temat, bardzo wieloaspektowy. Niemniej, to co sprawia, że tracę swoją tożsamość chrześcijańską na rzecz tego, aby wejść w dialog jest właśnie tą granicą. Nie mogę stracić swojej tożsamości chrześcijańskiej, franciszkańskiej na rzecz jakiegoś dialogu. W ten sposób, w bardzo ogólnym zarysie, pokazałbym tę granicę.
Powiedział kiedyś Ojciec, że jeżeli ktoś pozytywnie ocenia Ojca działalność, to niech będzie to dla chwały Jezusa Chrystusa. Te piękne i odważne słowa padły na łamach „Gazety Wyborczej”, która często popada w konflikty z katolikami. Jak widać potrafi Ojciec łączyć różne środowiska…

Nie wiem, ale zawsze staram się patrzeć na drugiego człowieka, bez względu na to , kim on jest. W aspekcie Tory, w aspekcie tego Stworzenia. Nawet jeżeli ktoś jest negatywnie nastawiony, ma jakąś agresję, tłumaczę to tym, że wynika to z jakiejś niewiedzy, z jakiegoś zranienia. Myślę, że im więcej poznajemy – tutaj używam słowa z egzegezy biblijnej św. Jana – naszego Boga, im więcej doświadczamy miłości naszego Stwórcy, tym łatwiej jest nam wznieść się ponad podziały. Tym łatwiej żyć nam w takiej relacyjności. Jezus został posądzony o rzeczy, które sprawiły, że umarł na krzyżu. Ta śmierć przyniosła wielki dar, wielką wolność Dzieci Bożych. Mówimy tutaj bardzo, bardzo ogólnie, ale myślę, że do każdej jedności, do każdego zjednoczenia potrzeba jakiejś ofiary. Potrzeba jakiegoś poświęcenia. Jej fundamentem jest Jezus, który ofiarował się, umarł za wszystkich, umarł za braci i siostry. Dążenie każdego chrześcijanina – świadome i dojrzałe - jest związane z oddaniem swojego życia Jezusowi, nawet za cenę tego, gdy inni określą to niewłaściwie albo osądzą, że jest to porażka człowieka. Dla mnie życie to Chrystus i stan umiłowany przez tego, który oddał swoje życie. Moim pragnieniem i dążeniem jest to, co napisałem na moim obrazku prymicyjnym: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, to moje życie jest życiem wiary w tego, który mnie umiłował”. Jest to fragment drugiego rozdziału listu św. Pawła do Galatów. Nie mówię, że jestem kimś wyróżniającym się. Jestem słabym, biednym człowiekiem, ale ufającym w Miłosierdzie. Nie mówię, że ja mam siłę, a inni nie mają siły. Źródłem mojego doświadczenia miłości i pokoju, wewnętrznej wolności była, jest i zawsze pozostanie śmierć Jezusa na krzyżu, jego Zmartwychwstanie, jego rany. Podkreślam, że jest to bardzo szeroki i wieloaspektowy temat. Niemniej jednak, miłość Jezusa, jego obecność i bliskość, a także Matki Najświętszej, całej mariologii, jest źródłem mojego światła, pokoju, dynamizmu, który realizuje i który chciałbym do końca zrealizować.
Wiem, że oprócz działalności w WSFH, prowadzi Ojciec również modlitwy o uzdrowienie. Słyszałem, że przynoszą wiele dobrego. A zatem, czego Ojcu życzyć? O co się modlić?
Dziękuję Panu za życzliwość, jestem mile zaskoczony. Chciałbym, aby moje życie zakonne nie rzuciło cienia na miłość naszego Boga. Chciałbym, aby każdy z kim się kontaktuję, spotykam czy posługuję, był przede wszystkim otwarty na żywą obecność Jezusa, na jego żywą miłość. Chciałbym, aby moja posługa, bo jestem sługą nieużytecznym (jak św. Franciszek nakazał nam mówić), sprawiła, aby nie było lęku w sercu nikogo. Każdy został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, które jest podstawą do tego, że rozpoznajemy jego miłość. Moim celem jest rozsławienie najbardziej znanego Żyda, członka narodu izraelskiego – Jezusa, jego Serca i jego Miłosierdzia, a także jego i naszej matki – Matki Najświętszej. To jest moje pragnienie: rozsławić do stopnia takiego, aby nie było w sercu i duszy człowieka wątpliwości, że Bóg jest Miłością, że nas kocha i daje nam swoje siły.
Rozmawiał Aleksander Majewski

