Od 1986 roku Paul House, skazany za zabójstwo i gwałt na Carolyn Muncey, żonie i matce dwojga dzieci, utrzymywał, że jest niewinny. Wczoraj Sąd Najwyższy, na podstawie kolejnych badań DNA, przyznał 47-latkowi rację.

Gdy 14 lipca 1985 roku znaleziono w lesie ciało Muncey, ze śladami pobicia i gwałtu, podejrzenia padły na karanego już w przeszłości za przestępstwa seksualne House'a. Choć twierdził, iż w dniu, w którym dokonano zbrodni, był w swoim domu, oddalonym wiele kilometrów od miejsca zdarzenia, to jednak okazało się, że nie przez cały czas. Na godzinę opuścił bowiem swoje mieszkanie i wrócił z powrotem posiniaczony i podrapany. Zdaniem biegłych na jego spodniach znajdowała się krew zamordowanej kobiety.

Po latach jednak okazało się, że w trakcie badań dowody zostały zanieczyszczone. Ponady nasienie pobrane z ciała kobiety, ani krew na jej paznokciach, nie należały do House'a. Z tego powodu Sąd Najwyższy uznał, że Amerykanina należy zwolnić z więzienia – po 22 latach spędzonych w celi śmierci.

Jest to jedna z wielu niewyjaśnionych do końca zbrodni w USA, za które sąd skazał podejrzanego na karę śmierci. W Stanach Zjednoczonych w celach śmierci na karę czeka 3,3 tys. osób. Od 1973 roku, kiedy przywrócono ją w USA, zostały uniewinnione przed egzekucją 132 osoby.

 

sks/Rz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »