Do wolontariuszy, biorących udział w akcji "40 Dni dla Życia" podszedł mężczyzna, który zakomunikował, że ma historię do opowiedzenia. "Uczyłem moją córkę o wartościach moralnych przez całe swoje życie. (...) Usłyszała o modlitwie zarówno, gdy przyszła tu dzisiaj, jak i wtedy, gdy wyszła. Jednak zdecydowała się na mojego wnuka. Dziękuję!" - powiedział.
- To Boży znak, że wasze modlitwy zostały wysłuchane i oznaka, iż twoja praca jest - jak najbardziej - godna - mówi Eileen z Raleigh (Półncna Karolina)
Podobne doświadczenia ma Josephine, która obserwowała kobietę wychodzącą z centrum aborcyjnego. Nieznajoma spojrzała w kierunku prolajferki i powiedziała: "Nie zrobiłam tego". Kobieta powiedziała, że słyszała głos Boga i miała nadzieję, że wolontariusze nadal będą ją wspierać modlitwą. Dzięki temu przeżyły jej bliźnięta.
- Zawsze będę pamiętała ten uśmiech na jej twarzy i świadomość, że Bóg pomagał jej w dokonaniu właściwego wyboru - mówi Josephine.
Do podobnych wydarzeń doszło również po drugiej stronie oceanu. Jedna z kobiet w ciąży, po lekturze ulotek antyaborcyjnych, będąc już w budynku ośrodka aborcyjnego, zmieniła zdanie. Niebawem urodzi się kolejny mały Londyńczyk.

