Dziecko, panie prezesie, to nie torebka od Armaniego czy nowy fason dżinsów. Pragnienie chęć posiadania dziecka, pragnienie przedłużenia gatunku i przekazania swoich genów to jeden z najpierwotniejszych instynktów, który z modą ma tyle wspólnego co polityka ze szlachetnością i honorem. Ludzie pragną posiadać dzieci bez względu na mody, trendy czy polityczne plany. Powstrzymuje ich przed tym nie egoizm (choć ten też ma pewien, minimalny wpływ) ale niemożność zapewnienia potomstwu odpowiednich warunków. Zwierzęta też rozmnażają się wtenczas, kiedy mają pod dostatkiem pożywienia a kiedy go brakuje migrują w tereny bardziej obfite. By potwierdzić, że działa to również w przypadku człowieka wystarczy porównać dzietność Polek pozostających w kraju i tych, które wyemigrowały do – na przykład – Wielkiej Brytanii.

 

Tworzenie mód nic tutaj nie pomoże, a może wręcz sprawę pogorszyć. Schroniska dla zwierząt są pełne psiaków reprezentujących rasy niegdyś modne a dziś już niezbyt przystające do kanonów. Łatwo można sobie wyobrazić, że gdy krótkotrwała moda na dzieci przeminie sierocińce zaczną pękać w szwach. Oczywiście to tylko hipoteza, czarny scenariusz, jednakowoż polityk aspirujący do roli lidera opozycji powinien brać pod uwagę wszystkie możliwości. Chyba, że dla Jarosława Kaczyńskiego nie jest istotne co się stanie z dzieciakami, które przyjdą na świat w wyniku krótkotrwałego trendu byle tylko było ich dużo bo głównym (i jedynym) zadaniem, jakie mają wykonać to załatanie dziurawego systemu emerytalnego.

 

Jeżeli chcemy by rodziło się więcej dzieci musimy stworzyć rodzinom warunki do tego, by chciały powoływać do życia kolejne pokolenia. Niskie podatki, drastyczne zmniejszenie fiskalnych narzutów i ograniczenie (znaczne) biurokratycznej machiny ładującej się z kopytami w każdą dziedzinę życia to jedyna droga by ten cel osiągnąć. Niestety, nad tym żaden polityk nie pomyśli, proste i skuteczne rozwiązania nie są dostępne dla umysłów przynależnych do przedstawicieli naszej „klasy panującej”. Przykre to tym bardziej, że Jarosław Kaczyński próbuje kreować siebie i swoją partię na zbawców Polski, jedyną siłę zdolną przeciwstawić się obecnej degrengoladzie. Szkoda, że nie potrafi wykazać się rozsądkiem, który zastąpił myśleniem życzeniowym...

 

Alexander Degrejt