- Tradycyjna rodzina generuje zjawisko przemocy, gdyż role ojca i matki są rozłożone niesymetrycznie, w sposób uwłaczający godności kobiety. W praktyce oznacza to transformację społeczeństwa przez transformację tradycyjnych struktur, które w historii ludzkości istniały od zawsze. Konwencja ma spowodować powstawanie innych, uważanych za równorzędne form rodziny, czyli małżeństw jednopłciowych czy z kilkoma osobami. Jest to zaprogramowana deregulacja społeczeństwa - tłumaczy hierarcha w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Zdaniem biskupa warszawsko-praskiego to kolejny etap laicyzacji, ponieważ wszystkie podstawowe zasady bycia i postępowania człowieka zawsze były kształtowane w środowisku religijnym, natomiast założenia konwencji pochodzą z obszaru areligijnego, laickiego, często wojującego ateizmu.
Abp Henryk Hoser tłumaczy, że zagrożeniem jest totalitaryzm intelektualny - jedna idea poprawna politycznie i społecznie, która "głosi tolerancję, wielość poglądów, ale w końcu wymaga i domaga się takiego samego myślenia, pod dyktando". - Nie chodzi o wodza totalitarnego, który będzie nami rządził tylko o ukryte mechanizmy, które wymagają od nas odruchów stadnych - wyjaśnia hierarcha.
Przewodniczący zespołu Konferencji Episkopatu Polski do spraw Bioetycznych podkreśla, że jest jednak wyjście z tej trudnej sytuacji. - Trzeba być wiernym sobie i Bogu, szukać połączenia rozumu i wiary oraz zawierzyć mądrości Kościoła, który zbiera doświadczenia człowieka nie tylko od 2000 lat istnienia, ale i dużo wcześniejsze - puentuje abp Hoser.
Cała rozmowa na portalu dziennika "Rzeczpospolita"
AM

