Po tym jak Mitterrand w obronie Polańskiego skrytykował Stany Zjednoczone "wracające do afery sprzed ponad trzydziestu lat", francuski FN postanowił zbadać, czemu aż tak ruszyła go ta sprawa – donosi "Nasz Dziennik".
Nie trzeba było zresztą wiele szukać - bratanek byłego prezydenta Francji w swojej książce "Złe życie" przyznał, że w czasie jednej z podróży miał "płatne relacje seksualne z młodym chłopcem".
Po tym, jak wiceprzewodnicząca FN Marine Le Pen przeczytała ten fragment książki podczas debaty telewizyjnej o przestępstwach seksualnych, wybuchł prawdziwy skandal. Film z jej wypowiedzią, krążący po internecie, zyskał niezwykłą popularność.
Front wystosował też petycję żądając dymisji ministra kultury - podpisało ją dotychczas ponad 3 tys. osób. W obronie ministra stanął jego krewny, siostrzeniec byłego prezydenta Francji, który oświadczył z pogardą, że Frédéricowi "przynosi honor tarzanie go w błocie przez Front Narodowy". W odpowiedzi Marine Le Pen stwierdziła, że Frédéric Mitterrand "nie ma potrzeby być tarzanym w błocie przez FN, bo sam się w nim znalazł, a teraz Nicolas Sarkozy nurza Francję w błocie, bo odmawia zdymisjonowania ministra". Zaapelowała też o wszczęcie dochodzenia w tej sprawie.
AJ/ND
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

