I.
Jeszcze nie tak dawno zdarzały się rozważania na pewien specyficzny temat. Czy Polską rządzą dwie trumny? Chodziło o trumnę Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego. Jednak już przed kilku laty w 48 numerze Frondy liczni autorzy pisali o śmierci dawnych idei, nawet tych o rodowodzie sięgającym dwudziestolecia międzywojennego. Dziś A.D. 2010 wszystko wydaje się być faktycznie zamierzchłą przeszłością, jakąś, nomem omen – trumną, czy mogiłą. W znacznej mierze wynika to z wyczerpania idei, które zostały uznane za kluczowe zarówno dla Narodowej Demokracji, jak i PPS, czy sanacji. Ale nie tylko. Trudno dziś, gdy media głównego nurtu zajmują się przede wszystkim „pałkowaniem” opozycji, a nie recenzowaniem rządu, przywoływać obrazki, w których uczestnicy manifestacji ONR-u gonili analogiczne zgromadzenia PPS-u. „Czarna legenda” Narodowej Demokracji, obowiązująca wśród polskich elit, mogłaby przykleić się nie do tych, co trzeba. W kontekście odwoływania się braci Kaczyńskich do tradycji piłsudczykowskiej nie wyglądałoby to dobrze. Sytuacja ta mówi nam jednak więcej o polskiej scenie politycznej, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Nie organizują jej wielkie narracje, idee, a nawet programy reform, nie mówiąc o zasadach. Organizują ją swoiste mitologie konstruowane na podobieństwo komiksowego kolażu. Oczywiście z większą ilością wymiarów, proponowanych dziś przez środki masowego przekazu, a także z różnym dozowaniem – przeznaczonym dla różnego rodzaju odbiorcy.
II.
Także dzisiejsza polityka ma swoje mitologie – właściwie ich rozgrywanie stanowi cały sens współczesnego politykowania PO i PiS. Czym jest mitologia polityczna? Jest czymś nieco podobnym do ideologii. Jest sposobem mówienia o rzeczywistości i opisywania jej, który sugeruje odniesienie tego opisu do jakiejś wartości względnie uniwersalnej (np. Polski), a także żywotną łączność z najważniejszymi sprawami tej wartości. W rzeczywistości są to partykularne wizje, często zupełnie absurdalne, ale organizujące emocje wyborców. Dlaczego o tym pisać? Ponieważ, jak sądzę, PO i PiS właśnie domknęły kolejny etap kształtowania swoich mitologii i to na poziomie wyższych intelektualnych uzasadnień. Oczywiście tych narracji nie kształtują think-tanki partyjne, ale zaprzyjaźnieni intelektualiści, którzy szukają domknięcia systemu uzasadnień. Partie tylko z nich potem korzystają. PiS zrobił to już nieco wcześniej, o czym za chwilę, a Platforma właśnie to źródłowe domknięcie znalazła. Cezary Wodziński pisząc o Januszu Palikocie (Kapłana błazen. List do Janusza Palikota, Biblioteka Res Publiki Nowej, Warszawa 2010) jako o nowym Gombrowiczu znalazł „głębsze” uzasadnienie dla idei Nowoczesnej Polski. No tak, ktoś powie, ale przecież Palikot właśnie odchodzi z Platformy. Co z tego, skoro jednak nadaje dalej ton jej mitologii. Wątpliwości w tej sprawie rozwiała demagogiczna wypowiedź Donalda Tuska w Radio TOK FM: „Chcę wprowadzić nowy świecki obyczaj, że politycy odpowiadają przed ludźmi, a nie przed hierarchią kościelną”. Należy sądzić, ze politycy Platformy odpowiadają przed Tuskiem za to, co robią, a nie przed wyborcami…
Wodziński (i Palikot) czyta Gombrowicza w wulgarny sposób, skoro sprowadza się to do taniego laicyzmu. Jeśli Gombrowicz namawia do śmiechu, Wodziński mówi: śmiejmy się bez końca. Śmiejmy się z krzyża, z patriotyzmu, śmiejmy się z katastrofy, bądźmy nowocześni. Problem polega na tym, że taki śmiech nieustanny przemienia się w rechot, szyderstwo, zupełnie nieśmieszne, gdy dziesiąty raz zadaje się pytanie, czy Prezydent był trzeźwy. Jednak dla wielu nowoczesność już trwale zostaje powiązana ze śmiechem i Gombrowiczem, a ten śmiech ma nas sokratejsko odzierać ze złudzeń i upiorów przeszłości, abyśmy mogli reformować kraj (przepędzając księży). Oczywiście wszyscy Polacy są do tego zaproszeni. Fałsz tej mitologii objawia się w tym, że swoim językiem zachwyca już przekonanych, a nieprzekonanych świadomie wyrzuca poza nawias. To oczywiste, kto się nie śmieje, jest zwyczajnie głupcem - pisze Wodziński. Wstępne hasło „Nowoczesna Polska” wydawało się uniwersalne – kto dziś nie chce być nowoczesny? Już za chwilę jednak widać, jakiego rodzaju trucizna jest tu przyrządzona. Nowoczesność oznacza odrzucenie zasadniczych zrębów tego, co znaczy Polska. Ponieważ Polska jest w gruncie rzeczy nienowoczesna - sugeruje Palikot - wskazując na obrońców krzyża. Wszystkie te twierdzenia mają charakter wycinanki, w której żaden element po nowym przyprawieniu nie jest już prawdziwy, ale służy zagospodarowaniu emocji w polityce. Ani Polska, ani Gombrowicz, ani nowoczesność. Przywołajmy zresztą samego Gombrowicza, który przeczuwał, jakie tchnienie może wydobyć się z wnętrza jego twórczości: „Nie róbcie ze mnie taniego demona, ja jestem po stronie porządku, sprawiedliwości, uczciwości, jestem po stronie Boga, w którego nie wierzę”. Śmiech może być narzędziem artysty, ale „w działaniu” politycznym, do którego namawia Wodziński, staje się skutecznym orężem obrony partyjnego partykularyzmu.
III.
Z kolei mitologia PiS-u ma swoje dwa źródła – jednym z nich jest katastrofa smoleńska, a drugim, intelektualnym, twórczość Jarosława M. Rymkiewicza. To pierwsze zostawię na boku, wspominając tylko, że wygenerowało ono interesujące wątki mesjanistyczne oparte na cierpieniu obu braci Kaczyńskich, co w znacznej mierze, wobec wyborców, pozwoliło Kaczyńskiemu podbić swój autorytet na wysokość niemal męczeńską. Tą drogą prezes PiS pominął konieczność podporządkowania się wyznawanym zasadom – dotyczyło to najpierw jego stosunku do komunizmu i postkomunizmu (oglądaliśmy tu przecież aż dwie wolty), a później objawiło się w bezkarnie poczynionym wyznaniu o własnej niepoczytalności ze względu na przyjmowane leki łagodzące traumę po stracie brata. Ta katastrofalna politycznie wypowiedź, wręcz niewiarygodna, podkreśliła jeszcze dolorystyczny rys wizerunku Jarosława Kaczyńskiego u jego zwolenników, a jego przeciwnikom, poza pewną dozą śmiechu (czy rechotu), wytrąciła z ręki polityczną argumentację.
Wróćmy jednak do Rymkiewicza. Poeta z Milanówka w swoich tekstach i wywiadach nieustannie wraca do „Idei Polski”. Można to zrozumieć – Polska to nasza, Polaków sprawa, nasz wspólnotowo - uniwersalny problem. Rymkiewicz dopowiada jednak coś więcej – „Polacy potrzebują Polski” i wydaje się to zrozumiałe. Gdy jednak stawia kolejny krok mówiąc, że „Idea Polski” nie potrzebuje Polaków, to dla każdego czytelnika staje się jasne, ze jakoś odrywamy się od ziemi i nasz ruch zamienia się w dryf. Poparcie polityczne, jakiego udziela PiS-owi Rymkiewicz, przekuwa jego wypowiedzi z zakresu myślenia o Polsce w poręczne narzędzie politycznej mobilizacji. Znów mamy do czynienia z zatrutym źródłem – uniwersalna „Idea Polski” jest faktycznie ideą Polski dla ośmiu milionów wyborców Jarosława Kaczyńskiego. Nie powie tego sam Prezes, ale za niego powie to poeta: „Niemal połowa Polaków głosowała na Jarosława Kaczyńskiego, a to znaczy, że niemal połowa Polaków chce pozostać Polakami. Czyli jest przekonana, że to jest coś dobrego, nawet coś wspaniałego – być Polakiem.” Może idea Polski potrzebuje do życia tylko Jarosława Kaczyńskiego…
IV.
Oczywiście to tylko drobne fragmenty szerszych konstrukcji intelektualnych, służących polityce emocji. Zadziwia, że tak chętnie w te konstrukcje wchodzą wybitni intelektualiści i zacne środowiska – jak choćby wydawca książki Cezarego Wodzińskiego, ale i sam Wodziński – błyskotliwy filozof. Z kolei, jeśli Polska jest tylko ideą, to nie potrzebuje naszych starań o doczesny porządek, a staje się jakimś bóstwem na niebie, któremu się poświęcamy bezbożnie zamiast budować sprawiedliwy ład, z Bogiem. Na takie układy z Rymkiewiczem idą środowiska katolickie, chrześcijańskie, jakoś wydaje się, bezrozumnie, nie widząc, że to filozof zagłady i śmierci. Filozofia Rymkiewicza to filozofia narodu, który sam się prowadzi na stracenie, bo ma ideę siebie, która nie potrzebuje, by dla niej żyć i cokolwiek czynić – chyba że umierać, jak opisał to w „Kinderszenen”.
Tymczasem są to tylko fantazmaty zasłaniające nam oczy na konieczność codziennego myślenia i działania na rzecz sprawiedliwości moralnej czy ekonomicznej i dobra wspólnego. Faktyczne, a nie mitologiczne źródła naszych przekonań politycznych tkwią w zasadach, które ukształtowały polskość. Zasady te otrzymaliśmy, gdy Polska przyjmując chrzest rozpoznała Boga i przyjęła pewną dynamikę istnienia – z niej jest to, co w nas trwa jako dobre, także dziś.
Tomasz Rowiński
Autor jest historykiem idei, redaktorem pisma „Christianitas”, ostatnio opublikował antologię tekstów Jana Pawła II poświęconych krzyżowi (Krzyż Zbawiciela, Wydawnictwo M, Kraków 2010).
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

