Już jako ośmiolatek zaczął kraść, w wieku lat 11 został członkiem grupy zajmującej sie kradzieżami. Po raz pierwszy wpadł w wieku lat trzynastu i trafił do poprawczaka. Tam po raz pierwszy próbował odebrać sobie życie: w późniejszym życiu podejmie jeszcze osiem prób samobójczych. Potem został skinheadem i ciężko pobił czarnoskórego studenta. Dostał za to wyrok dwóch lat więzienia.

 

Po wyjściu na wolność spędził jedynie 5 dni. Poszedł siedzieć za napad z 5-letnim wyrokiem. W 1990 roku był już zawodowym członkiem gangu i zarabiał ogromne pieniądze na handlu trefnym alkoholem, narkotykami, zajmował się sutenerstwem. W 1996 roku został skazany na 15 lat więzienia. W czasie odsiadki dowiedział się, że zachorował na raka. "Bóg mnie uzdrowił" – powiedział po latach. Wydawało się, że dni "Geparda" są policzone, tymczasem choroba cofnęła się.

 

Pewnego dnia na korytarzu więziennym podszedł do niego człowiek i powiedział: "Jezus cię kocha". "Gepard" skatował go do nieprzytomności. A potem dowiedział się, że pobity w szpitalnej izolatce modli się za niego. To był moment od którego zaczęło się nawrócenie bandyty. Po wyjściu z więzienia ożenił się i przygarnął nastolatka, który żebrał o jedzenie. Od razu poznał w nim kogoś takiego jakim był on sam przed laty. Jego matka powiedziała do byłego gangstera: "Weź go sobie".

 

Dziś nie ma już "Geparda", jest Piotr Stępniak człowiek sumienia, który głosi miłość do Boga. Na spotkania z nim przychodzą tłumy. - Kiedyś miałem willę i mnóstwo pieniędzy, dzisiaj nie mam nic. Ale to właśnie dzisiaj jestem szczęśliwy, bo mam rodzinę i Boga w sercu – mówi 49-letni nawrócony gangster.

 

RG

 

Swoje świadectwo, ale też wielkie wezwanie do życia z Bogiem skierował Piotr Stępniak do ludzi młodych podczas XXIV FSM. Tu można go wysłuchać.

 

Piotr Stępniak