Fronda.pl: Jak ocenia Pan doniesienia "Gazety Wyborczej", jakoby na pokładzie Tu-154 nie było żadnego wybuchu?
Leszek Misiak (dziennikarz śledczy, "Gazeta Polska"): Nie wiem na jakiej zasadzie "Gazeta Wyborcza" autorytatywnie stwierdza, że na pokładzie Tu-154 nie było żadnego wybuchu. Jeżeli mówią A, to powinni również powiedzieć B. W przeciwnym razie, mamy do czynienia ze zwykłą gołosłownością.
Według informacji "Wyborczej", gdyby na pokładzie tupolewa doszło do wybuchu, powstałaby fala cieplna o temperaturze ok. 3 tys. st. C i fala ciśnieniowa, które musiałyby pozostawić po sobie ślad - na samolocie i na ciałach. Podobno takich śladów nie ma.
Nie jestem specjalistą. Jestem - tak jak Pan - dzienniakrzem. Napisałem jednak - razem z Grześkiem Wierzchołowskim - ok. 300 artykułów poświęconych sprawie katastrofy smoleńskiej i wiem, że to wcale nie musi o czymś świadczyć. Tam, gdzie jest epicentrum wybuchu mogą wystąpić skutki, o jakich pisze "Gazeta Wyborcza". Natomiast w innych miejscach nie musimy mieć do czynienia z takimi symptomami. Warto zapytać o to specjalistów. Nie ufam "Gazecie Wyborczej". Można powiedzieć, że nie są to dziennikarze, ale - bardzo często - funkcjonariusze medialni. Myślę, że warto spokojnie poczekać, choć pewnie pozostałe mainstreamowe media podchwycą temat.
Chciałbym jednocześnie podkreślić, że nie jestem z góry nastawiony na jakąś tezę i staram się ją udowodnić. Jeśli okaże się, że wybuchu nie było, to nie było. Przecież nie będziemy walczyli z faktami, ale póki co, wszystko to wygląda na to, że coś jest na rzeczy. Przecież to nie ja, ani nie Pan, wykonywaliśmy badania, ale panowie Binienda, Nowaczyk, Żurawiński i inni uczestnicy konferencji naukowej. Przecież sobie tego nie wymyślili!
Czyli za wcześnie na ferowanie wyroków?
Przede wszystkim "Gazeta Wyborcza" powinna odnieść się do wyników badań wcześniej wspomnianych naukowców. Kiedyś napisalem - wraz z Grzegorzem Wierzchołowskim - artykuł "68 przypadków smoleńskich". Nie przedstawiliśmy jakichś dowodów, ale wszystko układało się w logiczny ciąg wydarzeń, które wskazywały, że ktoś tym - w jakiś sposób - sterował. Nie może być tak, że wszystko jest dziełem przypadku. Jest kilka przypadków, które z reguły decydują, że katastrofa ma miejsce, ale nie kilkadziesiąt! To wszystko jest - krótko mówiąc - dziwaczne. Dlatego nie traktowałbym artykułu z "Gazety Wyborczej" poważnie. Poczekajmy na opinie ekspertów, którzy zajmują się tym merytorycznie.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Aleksander Majewski
