- Mój wniosek odpadł, ponieważ założyłem, że na kurs dla murarzy przyjdą sami mężczyźni. Bo skąd mam wziąć zainteresowane kobiety? Przyprowadzić na siłę? - powiedział "Rzeczpospolitej" właściciel firmy szkoleniowej. W podobnej sytuacji są także ci, którzy organizują dokształcanie strażaków czy operatorów wózków widłowych. Żeby dostać pieniądze, muszą założyć, że połowę osób zainteresowanych ich ofertą stanowią kobiety.
W ciągu roku odsetek odrzuconych wniosków wzrósł z 22 proc. do 41 proc. Powodem był fakt, iż ministerstwo rozwoju regionalnego zdecydowało się dokładniej weryfikować wnioski pod kątem zgodności z zasadą równości płci. W myśl tego zalecenia nie ma w polityce społecznej obszarów, na których nie działa ta zasada. W efekcie przy szukaniu osób chętnych uczestniczyć w kursach doszkalających trzeba twardo trzymać się parytetu – nawet jeśli wydaje się to być absurdem.
- Rozumiem rozgoryczenie beneficjentów – mówi "Rzeczpospolitej" Marzena Chmielewska z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". – Ale musimy się nauczyć, że pieniądze z UE to nie są łatwe pieniądze. Beneficjenci uważają, że unijne wymagania są wydumane, ale te fundusze są właśnie po to, by je spełnić. Musimy zmniejszać nierówności - dodaje kobieta.
sks/Rzeczpospolita
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




