- Musimy intensywnie rozważyć, co oznacza 40 lat indoktrynacji w NRD, jak możemy zapobiec społecznym zaniedbaniom i odejściu od obywatelskości i co możemy zrobić przeciwko dechrystianizacji i dla ponownego ożywienia chrześcijaństwa w Niemczech zachodnich – te słowa wypowiedział Schönbohm w wywiadzie dla "Maerkische Allgemeine". Wywołały zaskakującą reakcję ze strony zarówno niemieckich luteran, jak i katolików.

- Ludziom nie można przepisać wiary – skomentowała jego wypowiedź rzeczniczka prasowa archidiecezji berlińskiej Martina Richter. Jednocześnie stwierdziła, iż oczywiście, ewangelizacja jest ważna, szczególnie dlatego, że "można dzięki niej przeciwdziałać radykalnym ideologiom". Jeszcze mocniej wypowiedziała się na ten temat przewodnicząca synodu Ewangelickiego Kościoła w Niemczech, Katrin Göring-Eckardt. - Ten osąd mnie zdenerwował. Moralność funkcjonuje także poza chrześcijaństwem – powiedziała protestantka, która jest także członkinią Partii Zielonych i wiceprzewodniczącą Bundestagu.

- To, że chrześcijanie wątpią w partie chadeckie, nie jest nowością i jest lubianym tematem w pewnych kręgach. Jednak fakt, iż politycy chadeccy muszą bronić swojego odważnego przyznania się do chrześcijaństwa przed zwątpieniem i atakami ze strony duchownych, powinno dziwić, jeśli nie denerwować – pisze o tej sytuacji publicysta Nathanael Liminski dla serwisu Kath.net. - Dodanie, iż przez głoszenie wiary przede wszystkim "można przeciwdziałać radykalnym ideologiom" wskazuje, o co chodzi: [Martina Richter - przyp. red.'/> chce  się podobać. Niczego innego nie oczekuje się od polityków w demokracji opartej na konsensusie, w dodatku w trakcie kampanii wyborczej. Jednak Kościół ma inne zadanie – pisze autor książki "Pokolenie Benedykta".

 

sks/Maerkische Allgemeine/Tagesspiegel/Kath.net

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »