- Naszym celem jest stworzenie sprawniejszych instrumentów ścigania handlarzy narkotyków, nosicieli śmierci i bezprawia wśród młodzieży - powiedział minister Andrzej Czuma podczas konferencji prasowej.
Resort sprawiedliwości proponuje, aby prokurator mógł odstępować od oskarżania w przypadku, gdy ktoś pierwszy raz ma przy sobie nieznaczną ilość narkotyków na własny użytek, bo karanie w tym przypadku "byłoby niecelowe ze względu na okoliczności". Każda indywidualna sprawa byłaby umarzana przez prokuraturę po ewentualnym stwierdzeniu, że ma do czynienia z drobnym posiadaczem.
Z taką interpretacją propozycji zmiany prawa nie zgadza się Jacek Wrona, biegły sądowy w zakresie przestępczości narkotykowej i autor publikacji na ten temat. - To zwykła bzdura, ponieważ te zmiany cofają nas do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z 1985 roku. Możliwość posiadania niewielkiej ilości narkotyków otwiera furtkę dla dilerów, z której ci z pewnością chętnie będą korzystali – mówi portalowi Fronda.pl.
Zdaniem Wrony, nowe przepisy są niepotrzebne - Przecież już teraz, przy obecnej ustawie mamy taką możliwość. Sąd po zbadaniu sprawy może odstąpić od wymierzenia kary w postaci pozbawienia wolności, a w zamian zastosować środki wychowawcze czy terapeutyczne – wyjaśnia.
Projekt ministra Czumy nie przewiduje rezygnacji z całkowitej karalności posiadania narkotyków. - Chodzi o odstąpienie od ścigania okazjonalnych posiadaczy - podkreśla Czuma, według którego, dotychczasowa regulacja spowodowała "penalizację osób przypadkowych i chorych". Ale Wrona obecnie obowiązuje w Polsce ustawę uważa za jedną z lepszych na świecie. - Penalizacja to pewnego rodzaju kara za posiadanie niewielkiej ilości narkotyków. Przypadki gdzie ktoś zostaje ukarany pozbawieniem wolności za posiadanie niewielkiej ilości niedozwolonych substancji są jednostkowe – mówi minister.
Od 26 czerwca trwa akcja "My narkopolacy" prowadzona przez "Gazetę Wyborczą" i Fundację Agory. Przedsięwzięcie zainicjowane 26 czerwca b.r. w proklamowanym przez ONZ 22 lata temu Międzynarodowym Dniu Solidarności z osobami uzależnionymi, ma się składać z szeregu artykułów na łamach "Gazety" informujących - według autorów akcji - o różnych uzależnieniach, począwszy od narkotyków. Jednocześnie jej inicjatorzy nie kryją, że będą lobbować za zmianą prawa, polityki państwa i świadomości społecznej jeśli chodzi o temat narkotyków.
Na rzeczywiste cele tej akcji wskazuje filozof, członek redakcji "Teologii Politycznej" Mateusz Matyszkowicz. - Młoda lewica wspierana przez Georga Sorosa proponuje nową politykę narkotykową. Jej celem jest depenalizacja posiadania narkotyków oraz kontrola państwa nad produkcją narkotyków – mówi portalowi Fronda.pl.
Nowa polityka narkotykowa niesie ze sobą szereg niebezpieczeństw. - Bardzo niebezpieczne jest proponowane przez środowiska lewicowe odejście od leczenia tzw. metodą abstynencką. Zdeptana zostaje tutaj wizja człowieka zdolnego pokonać swój nałóg – przestrzega Matyszkowicz.
Akcję "My narkopolacy" i politykę narkotykową krytykuje też Jacek Wrona. - Sama akcja opiera się na fałszywych informacjach sugerując m.in., że istnieją "bezpieczne narkotyki". Podział na narkotyki "twarde i miękkie" to bzdura. Uparcie powtarza się przy tym mit, że narkomania to choroba. To nie żadna choroba, ale świadome zażywanie substancji psychoaktywnych, których wielokrotne przyjmowanie powoduje oznaki choroby – kończy Wrona.
MM
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

