Jego stwierdzenie natomiast było jednym z najbardziej kuriozalnych stanowisk, jakie można było sformułować. Sikorski dopatrzył się bowiem w całej sprawie prowokacji oraz pułapki wymierzonej w rząd. Szef polskiej dyplomacji, pytany przez bożyszcze dziennikarskie o "historię tej nieszczęsnej tablicy", powiedział: "Tablica to jest klasyczna prowokacja, chwycenie rządu w pułapkę".

Sikorski zaznaczył, że "wdowy miały prawo nie wiedzieć, jakie jest prawo rosyjskie". Zdaniem szefa polskiej dyplomacji, ta sytuacja wyglądała jak pułapka na MSZ. - Gdyby konsul wtedy, który był (obecny przy wieszaniu tablicy – red.), powiedział, że ta tablica jest nie do obrony, to by został oskarżony, że jest rzecznikiem Rosji. Gdy MSZ próbowało stronę rosyjską namówić do tego, by sprawę odłożyć, to jesteśmy niekompetentni. (...) To jest klasyczna metoda eskalowania żądań po to, by potem mówić: zdrada, zaprzaństwo – dodał szef MSZ.

Radosław Sikorski wykazał się jednak zdecydowanie krótką pamięcią. Bowiem pytany o swoje słowa we wtorek w Radiu Zet wyparł się mówienia o „wdowach”. Przyznał jedynie, że mówił o prowokacji. Na pytanie czyja to prowokacja, innej gwieździe medialnego świata – Monice Olejnik, powiedział: „Tych, którzy bronią samowoli”.

- Tablica została powieszona bez uzgodnienia z władzami kraju (...) nawet wdowy obowiązuje prawo, tak w Polsce, jak i w Rosji – dodał. Podkreślił, że gdy przez naszych obywateli za granicą jest łamane prawo, to nie zawsze MSZ będzie w stanie „wyciągać ich z tarapatów”, czy też odwracać skutki prawne nieuzgodnionych działań.

żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »