Miller podkreśla na swoim blogu, że informacja o zawartości alkoholu we krwi generała Błasika była istotna. Dlaczego? Otóż, zdaniem Millera, „gen. Błasik nie był zwykłym pasażerem, ale faktycznym dowódcą TU-154”.
„Przejął dowodzenie i zadokumentował to przy trapie samolotu na lotnisku w Warszawie składając meldunek prezydentowi Kaczyńskiemu o gotowości załogi do wykonania zadania. W ten bezprecedensowy sposób pozbawił kompetencji dowódcę maszyny i w decydującej fazie lotu zasiadł w kokpicie” – oznajmia znany specjalista od lotnictwa.
„A jeśli tego byłoby mało, to jaki pasażer może przebywać w kabinie pilotów podczas lądowania, w dodatku w skrajnie niekorzystnych warunkach atmosferycznych? Poza tym 0,6 promila, według kodeksu karnego oznacza już stan nietrzeźwości z obniżonym poziomem samokontroli, percepcji i błędną oceną własnych możliwości” – przekonuje Miller.
Cóż, jeśli tak, to nie sposób nie przypomnieć innej istotnej informacji. Leszek Miller był przez lata członkiem prosowieckiej organizacji, której skrót trafnie odcyfrował kiedyś Leszek Moczulski („płatni zdrajcy, pachołki Rosji”). A jakby tego było mało już w wolnej Polsce jeździł po pożyczki do towarzyszy. I jakoś trudno nie mieć wrażenia, że czasem długi trzeba spłacać. Niekoniecznie w gotówce!
TPT
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

