Indonezyjskie miasto Bekasi obiegła pogłoska, że islamscy przywódcy nawołują w meczetach, aby młodzi ludzie stworzyli specjalne oddziały milicji. Miałyby one zająć się powstrzymaniem udzielania chrztów masowo nawracającym się mieszkańcom miasta. W tym celu już rozpoczęto specjalne szkolenia około setki młodych mężczyzn.

- Robimy to, ponieważ chcemy zasiać strach w sercach chrześcijan, którzy postępują w taki, a nie inny sposób - powiedział Murhali Barda, który stoi na czele lokalnego oddziału Islamskiego Frontu Obrońców. Organizacja forsuje radykalne przestrzeganie islamskiego prawa, zarówno w Bekasi, jak i innych indonezyjskich miastach.

- Jeśli nie zmienią oni swojego postępowania, jesteśmy gotowi do walki - ostrzega Murhali Barda.

Z kolei chrześcijanie odpowiadają, że działanie islamskiej młodzieżówki ograniczy się do siania strachu i nerwowości. - Rząd musi chronić przed anarchistycznymi akcjami wszystkich obywateli. Jest to zagwarantowane w konstytucji - powiedział ksiądz Andreas Yewangoe, przewodniczący Wspólnoty Kościołów Indonezji.

Ale do tej pory rząd niewiele zrobił. Fala ataków, jaka niedawno przeszła przez miasto Bekasi, nie wywołała większego odzewu.

Islamiści doprowadzili do zamknięcia dwóch kościołów oraz usunęli z miasta pomnik, który wywoływał skojarzenia z Trójcą Świętą. Ubrana na czarno grupa młodzieży zaatakowała też jedną ze szkół katolickich. Pomimo faktu, że wszystkie te wydarzenia działy się nieopodal stolicy Indonezji (15 km), zostały prawie całkowicie przemilczane przez media. Arbi Sanit, analityk polityczny z Uniwersytetu w Indonezji, przyznaje, że dla polityków ważniejsze jest zdobywanie popularności w swoich okręgach wyborczych, a w dużym stopniu zależy ono od poparcia muzułmanów.

eMBe/Newstalkradio

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »