W sprawie egzaminu maturalnego z religii mam do powiedzenia trzy następujące rzeczy:
Po pierwsze, nie ma żadnego istotnego powodu, aby ten przedmiot miał być z zasady wyłączony spośród przedmiotów maturalnych. Uznawanie takiej dyskryminacji za normalność to chorobowy stan ducha.
Po drugie: jednak umieszczenie katechezy wśród przedmiotów do wyboru na maturze musiałoby się łączyć z jakimś większym unormowaniem jej poziomu. Jest to oczywiście zadanie Kościoła. Nie może być tak, że w jednym miejscu lekcja religii to dobrze przygotowane wprowadzenie w treści chrześcijaństwa, ale w drugim - czas stracony na pogaduszki czy śpiewanki. Istnieje opinia, że dobre stopnie z religii można uzyskać łatwo, albo otrzymuje się je w sposób przypadkowy. W związku z tym trzeba bardzo mocno zadbać, aby taka opinia nie miała żadnej podstawy. Ocena musi być sprawiedliwa wedle ustalonych kryteriów.
Po trzecie: chociaż nie możemy się zgadzać na dyskryminowanie religii przez system szkolny, powinniśmy równocześnie być bardzo ostrożni w sprawie zbyt daleko idącego wmontowywania katechezy w ten system. Szkolne lekcje religii nigdy nie powinny się przekształcić w jakieś religioznawstwo - a można zakładać, że każda tendencja laicyzacyjna w szkole będzie zmierzała w tym kierunku - podkreśla Milcarek.
Not. Jarosław Wroblewski
