Przypomijmy, na początku listopada 2011 ks. Adam Boniecki, redaktor senior „Tygodnika Powszechnego”, po serii – delikatnie mówiąc - zaskakujących wypowiedzi na temat Nergala i krzyża w Parlamencie, otrzymał zakaz publicznych wystąpień oraz udzielania wypowiedzi mediom (zakaz nie dotyczył jedynie publikowania na łamach „TP”). Choć najbardziej zagorzali mogą do dziś sprzeczać się co do słuszności tamtej decyzji, to jestem przekonana, że w dużej mierze sprawa po prostu przycichła. Środowisko „TP” ma jednak inne zdanie w tej sprawie, co właściwie wcale nie dziwi. „Dla jednych pozostaje wciąż bolesna i otwarta, inni uznali, że w naturze Kościoła nie leży zdolność do wycofywania się z raz podjętych decyzji, choćby były bezzasadne i gorszące” - napisała redakcja pisma we wstępniaku do najnowszego numeru (już na okładce, niczym na pasku informacyjnym TVN24 widnieje napis: ZAKAZ DLA BONIECKIEGO. MINĄŁ ROK).

 

Piórem Marka Zająca środowisko „TP” postanowiło w kilku punktach przypomnieć, jak decyzja władz zgromadzenia Księży Marianów była „nie tylko niesprawiedliwa dla człowieka, ale też szkodliwa dla Kościoła”. Jak? Oddajmy głos redaktorowi Zającowi, który jest przekonany, że zakaz był jak „zły omen, który zapoczątkował zły dla Kościoła rok”. W pierwszej kolejności Zając wymienia wejście z impetem szermującego antyklerykalnymi hasłami Ruchu Palikota do Semu. Dziennikarz ubolewa, że na taki atak odpowiedziano atakiem - „z ambon, w prawicowych pismach i portalach ogłoszono stan wojenny”. Po pierwsze, nie przypominam sobie wprowadzania „stanu wojennego”; pamiętam oczywiście apele o mobilizację w zaistniałej sytuacji, apele o to, aby zdecydowany głos oporu ze strony katolików pozostał słyszalny w tym antyklerykalnym jazgocie). Po drugie, mieliśmy wtedy się cieszyć? Chyba zrozumiałymi są takie, a nie inne reakcje. „Oskarżonych z byle powodu o defetyzm, czasem po prostu o zbyt małą nienawiść do wroga – stawia się pod pręgieżem. Pierwszy był ks. Boniecki. Kłopot w tym, że z nim napiętnowano tysiące podobnuie myślących katolików. Dostali jednoznaczny sygnał, że dla ich wrażliwości miejsca w Kościele nie ma” - ubolewa Zając. Aha, czyli zakaz wypowiedzi dla ks. Bonieckiego stał się przyczyną odejść z Kościoła. Ciekawe. Jeszcze do niedawna redaktor Zając twierdził, że to Jarosław Kaczyński stoi za pustoszejącymi Kościołami.

 

Zastanawiające jest jednak to, dlaczego dziennikarz „TP” nie spojrzy na problem z drugiej strony. Nie postawi odwrotnego pytania. Ile osób odeszło z Kościoła, bo poczuło się zgorszonymi przez wypowiedź, że krzyża w Sejmie może nie być. Ilu z nich stwierdziło, że nie chce mieć nic wspólnego z takim „otwartym” Kościołem? I jeszcze inaczej: ile tzw. letnich katolików dostało wyraźny sygnał, że krzyż w przestrzeni publicznej to przeżytek? Ile młodych osób (szczególnie narażonych na skażenie ową „letniością” dostało jasny komunikat, że to, co robi Nergal to w gruncie rzeczy nic złego? Ks. Boniecki niestety legitymizował jego, nawet jeśli nie satanistyczne, to co najmniej profanacyjne praktyki własną twarzą... Śmiem twierdzić, że szeregi tych poszkodowanych są znacznie większe...

 

Idźmy dalej, zdaniem Zająca zintensyfikowane ataki medialne na Kościół w ostatnim czasie to poniekąd także pokłosie decyzji przełożonych redaktora seniora „TP”. „Wiele z tych ataków nie byłoby aż tak niszczących, gdyby ks. Adamowi nie nakazono milczeć” - pisze Zając. A ja po raz kolejny muszę odwrócić kota ogonem. Oczywiście, nie demonizując, ale ile wypowiedzi samego ks. Bonieckiego miało charakter niszczący dla Kościoła? Nad tym redaktor Zając nie podejmuje refleksji.

 

Jako jedyny słuszny i prawowierny forsuje się natomiast w Kościele płynący z Torunia „katolicki głos w twoim domu”. Znowu - „forsuje się”, to znaczy kto forsuje? Ja nie wiem. W moim domu głos z Torunia nie jest jedynym prawowiernym. Zając zestawia o. Rydzyka, przemawiającego do tłumów podczas warszawskiego marszu w obronie Telewizji Trwam z mającym zakaz wypowiedzi o. Bonieckim. Czy to sprawiedliwe zestawienie? Moim zdaniem niekoniecznie. O. Rydzyk w dużej mierze zabiera głos na różne sprawy na łamach swoich mediów - „Naszego Dziennika” i Radia Maryja (inna sprawa, że te wypowiedzi są następnie przez szereg mediów cytowane). A ks. Bonieckiemu nie zabroniono przecież publikowania na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Ponadto, trudno zgodzić się z opinią, jakoby głos redemptorysty z Torunia był jedynym słyszalnym głosem Kościoła. Aby wymienić tych najbardziej skrajnych oponentów wspomnę choćby o ks. Kazimierzu Sowie, bp Tadeuszu Pieronku czy wyrastającego pod skrzydłami Tomasza Lisa ks. Wojciecha Lemańskiego.

 

Ostanim złem, do jakiego doszło po zakazie dla ks. Bonieckiego jest według Zająca jeszcze większe spolaryzowanie debaty publicznej w Polsce. „Wojna postu z karnawałem trwa w najlepsze. Radykałowie po obu stronach barykady zacierają ręce. Głos ks. Bonieckiego zaburzałby ich piękny świat, w którym mają monopol na prawdę i dobro” - pisze redaktor. Nic mnie nie doprowadza do szewskiej pasji tak bardzo, jak letniość, która jest bliska nijakości. Nic nie denerwuje tak bardzo, jak rozpływanie się w półprawdach i nieumiejętność nazwania rzeczy po imieniu. A przecież w Piśmie Świętym w wielu miejscach mamy napisane: „Niech wasza mowa będzie tak, tak; nie, nie” i „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust”. Jak to się ma do rozmywania stanowiska Kościoła w publicznych debatach, którego jedynym celem jest pokazanie Kościoła jako otwartego, postępowego? Kościoła w wersji przystępnej dla lajtowców?

 

Dziś zapytać chciałbym już tylko o jedno: jak długo przełożeni planują utrzymywać zakaz? Do śmierci?” - dramatyzuje Zając. Mając w pamięci ostatni „wybryk” ks. Bonieckiego nie cofałabym tak szybko decyzji władz Księży Marianów. „Czy Ksiądz katolicki może popierać bluźniercę i satanistę? Bo to właśnie wyraża owo skandaliczne zdjęcie. Podobnie jak żadanie dedykacji na bluźnierczej książce. To nie jest tylko szacunek do osoby, co jest cechą chrześcijańskiej postawy, ale także afirmacja poglądów czy postaw Nergala, w których Boniecki nie widzi żadnej profanacji, żadnego przekraczania granic. Czy nie jest zgorszenie i swoista propaganda czy zielone światło dla satanizmu?” - zastanawiał się o. Aleksander Posacki SJ, znany demonolog. 

 

"Jestem skrajnie oburzony podobnie jak Wojciech Cejrowski i bliski jest mi jego typ wrażliwości moralnej" - stwierdził o. Posacki. "Rozumiem jednak, że ks. Boniecki może błądzić i sądzę, nie wszystko dobrze przemyślał jako ksiądz, a nawet jako katolik. Od dawna zresztą zwalczał poważne traktowanie nie tylko satanizmu, ale nawet osoby szatana, co widziałem na przestrzeni lat w upadającym za jego kadencji TP, którego reacje na "Egzorcystę" i egzorcystów, są wyrazem tej samej stronniczej i ostatecznie błędnej teologicznie postawy. Postawy będącej zresztą mieszanką ignorancji i arogancji. Przyczyniła się tego błędna ideologia ks. Hryniewicza, promowana przez TP, która ostatecznie dopuszcza zbawienie szatana, co jest jedną z najbardziej przewrotnych herezji w historii Kościoła i mającej zgubne skutki praktyczno-duchowe, co widać na załączonym obrazku" – dodał o. Posacki. I to chyba najlepsza puenta w tym temacie.

 

Marta Brzezińska