Sprawa dr Marka Migalskiego, politologa, któremu mimo dorobku naukowego nie udało się rozpocząć habilitacji na uczelniach we Wrocławiu i Krakowie, ma swój dalszy bieg. Wczoraj grupa pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego – m.in. dr hab. Antoni Dudek, prof. Andrzej Nowak i prof. Miłowit Kuniński – wystosowali do rektora swej uczelni list otwarty. - Pragniemy wyrazić nasze zaniepokojenie wydarzeniem, do jakiego doszło w dniu 13 stycznia br. na posiedzeniu Rady Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego – piszą sygnatariusze. - Fakt uniemożliwienia wszczęcia procedury habilitacyjnej dr Markowi Migalskiemu bez podniesienia jakichkolwiek merytorycznych argumentów (...) rodzi uzasadnione podejrzenia, że o wyniku tajnego głosowania zadecydowały względy niemające nic wspólnego z kryteriami, jakie określa ustawa o tytule i stopniach naukowych – dodają naukowcy.
Marek Migalski jest w otwartym konflikcie ze swoim przełożonym, szefem Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim Janem Iwankiem. Uważa, iż osoba, która współpracowała ze Służbą Bezpieczeństwa i nie widzi w tym nic złego nie powinna mieć tak wielkiego wpływu na uniwersytecie. W związku z tym obawiając się, że nie uda mu się otworzyć przewodu na UŚ, próbował swoich sił na UWr i UJ. Daremnie.
Migalski cieszy się ze wsparcia okazanego przez krakowskie środowisko naukowe. - Na pewno list pracowników UJ jest pierwszym tego typu wyrazem wsparcia. Za wszystkie jestem wdzięczny – mówi dr Migalski. - Ponadto dostaję sporo maili i telefonów od osób, które nie zgadzają się ze sposobem, w jaki mnie potraktowano – twierdzi politolog.
Tomasz Szymborski nie zgadza się jednak z tezą, jakoby to podejście do lustracji było powodem, dla którego dr Markowi Migalskiemu uniemożliwiono otwarcia przewodu habilitacyjnego. - Lustracja lustracją, ale politolog stał się raczej ofiarą własnego sukcesu – twierdzi w rozmowie z portalem Fronda.pl publicysta „Dziennika Zachodniego”, zajmujący się tematyką agentury na Uniwersytecie Śląskim. - Środowisko nie lubi, jak ktoś się wybija i medialnych naukowców jak Migalskiego ściąga raczej w dół, niż im pomaga – dodaje dziennikarz.
Rozmowa z dr Markiem Migalskim.
Fronda.pl: Czy list otwarty pracowników UJ to pierwszy tego typu wyraz poparcia skierowany w pana stronę?
Marek Migalski: Jeśli chodzi o tak duże wyrazy poparcia, to na pewno list pracowników UJ jest pierwszy. Dostaję trochę maili, dużo osób dzwoni do mnie ze słowem otuchy. Są to często byli studenci i pracownicy naukowi. Skontaktowało się ze mną także kilka osób z takim samym problemem.
Czy będzie Pan jeszcze próbował zrobić habilitację w Polsce?
W tej chwili toczy się ten cały kołowrót, tak więc nie miałem nawet dwóch spokojnych dni aby sprawę przemyśleć. Mam na myśli kilka miejsc, w których mógłbym robić habilitację w Polsce. Jeśli nie Polska, to pewnie Czechy – pisałem w końcu analizę porównawczą systemów partyjnych Czech i Polski, więc to miejsce byłoby najbardziej naturalne. Mogłoby to być Brno albo Praga.
Jeśli jednak w Polsce, to na jakiej uczelni?
Nie chciałbym na razie zdradzać, o jakich polskich ośrodkach myślę, nie chciałbym ich palić. Na razie nie wiem, czy cała afera mi pomogła, czy przeszkodziła, także zdradzając ich nazwy mógłbym sobie zaszkodzić.
Co musiałoby się zmienić, by w przyszłości nie dochodziło do takich sytuacji?
Kwestia zmian tej sytuacji to poważniejsza sprawa. Przede wszystkim kibicuję minister Kudryckiej w jak najgłębszym reformowaniu szkolnictwa wyższego.
Czy pomogłoby zniesienie procedury przewodu habilitacyjnego?
Chyba jednak jakaś forma sprawdzenia człowieka przed rozpoczęciem samodzielnej pracy naukowej jest potrzebna. Jeszcze miesiąc temu powiedziałbym, że popieram pomysł zniesienia habilitacji, ale teraz ktoś może mi zarzucić, że się facetowi nie udało i stąd atakuje cały system. Niemniej sprawa habilitacji jest moim zdaniem raczej drugorzędna.
Rozmawiał Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

