Europoseł PiS w rozmowie z portalem Fronda.pl mówi o tym, co czeka Wielką Brytanię i stosunki między europejskimi konserwatystami po powstaniu rządu koalicyjnego w tym kraju.
Fronda.pl: Jakie są nastroje we frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów po zwycięstwie Partii Konserwatywnej w wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii?
Marek Migalski: Dobre, nawet bardzo. Gratulowaliśmy już kolegom zwycięstwa i przejęcia władzy, choć wiadomo, że nie utworzą samodzielnie rządu. Ważne jednak, że po 13 latach rządów laburzystów, torysi wracają do władzy. Teraz wspólnie czekamy na zwycięstwo Obywatelskiej Partii Demokratycznej w wyborach w Czechach, które odbędą się pod koniec maja, a oni z kolei życzą nam zwycięstwa w czerwcowych wyborach prezydenckich. Liczymy na potrójne zwycięstwo EKiR w trzech europejskich państwach.
Na razie nie ma jednak zbytnio czego gratulować konserwatystom. Zwycięstwo może okazać się pyrrusowe – do tej pory brytyjskie rządy koalicyjne upadały zazwyczaj bardzo szybko i w krótkim czasie trzeba było rozpisać nowe wybory.
Przepisy zwyczajowe nie pozwalają na rozwiązanie parlamentu w ciągu roku od wyborów, tak więc na pewno nie będziemy mieć do czynienia z kolejnymi wyborami w ciągu kilku miesięcy. Sytuacja jest rzeczywiście nowa dla Brytyjczyków – nie są oni przyzwyczajeni do rządów koalicyjnych. To może stwarzać pewne problemy. Ważne jest, że Liberalni Demokraci zaczęli być liczącym partnerem, z którym większy koalicjant musi się liczyć. To nie będzie łatwy rząd.
Niełatwy także dla PiS? Wspólne rządy torysów z liberałami, z którymi PiS różni prawie wszystko, może popsuć relacje partii Jarosława Kaczyńskiego i Davida Camerona.
Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy dają partiom, które wchodzą w skład frakcji, całkowitą swobodę, jeśli chodzi o tworzenie koalicji u siebie w kraju. Zresztą nie jest do końca tak, że między PiS a Liberalnymi Demokratami istnieją same rozbieżności. Zgadzamy się na przykład co do deregulacji i odbiurokratyzowania Unii Europejskiej.
Ale w sprawach etycznych dzielą was lata świetlne. Zresztą podobnie, jak z Partią Konserwatywną. Torysi wykluczyli jednego ze swoich kandydatów z partii, ponieważ nie wyrażał się pochlebnie o homoseksualistach, a jeden z liderów Konserwatystów ma wziąć udział w paradzie EuroPride w Warszawie w tym roku. Czy bardzo liberalna w tym względzie partia Nicka Clegga nie powiększy jeszcze bardziej tego rozziewu?
Ma Pan rację, że jesteśmy bardziej konserwatywni od brytyjskich Konserwatystów. Jednak udział w EuroPride nie jest dla nich najważniejszą kwestią w działalności politycznej. Łączą nas nasze priorytety, takie jak podejście do bezpieczeństwa energetycznego, stosunku do Unii Europejskiej, deregulacji rynków, afirmacji państw narodowych. To są dla nas sprawy najważniejsze.
Liberalni Demokraci byli w awangardzie krytyków Michała Kamińskiego.
Tę kampanię rozpoczęli laburzyści, jednak i Liberalni Demokraci mieli w niej swój udział. Liberałowie prawdopodobnie wstydzą się teraz swojego ówczesnego zachowania. Dobrze wiedzą, że zarzuty o antysemityzm i nacjonalizm były nieprawdziwe, a ataki nieuzasadnione. Wszyscy wiedzą, że był to element walki w ramach wewnętrznej kampanii wyborczej w Wielkiej Brytanii. Teraz Liberalni Demokraci zapewne chcą jak najszybciej zapomnieć o tym incydencie.
Konserwatystów i Liberalnych Demokratów dzieli m.in. podejście do polityki zagranicznej. Jak zawarcie koalicji wpłynie na politykę zagraniczną Wielkiej Brytanii?
Na szczęście głos w tej sprawie będzie należał głównie do torysów. W moim przekonaniu brytyjska polityka zagraniczna niewiele się zmieni. Dojrzałe państwa mają wypracowaną pamięć instytucjonalną i wypracowany kurs. Mogą się zmieniać akcenty, ale relacje z innymi państwami nie są przedefiniowywane. Tylko państwa niedojrzałe miotają się między jedną wizją polityki zagranicznej, a drugą.
Jak ocenia Pan nowego ministra spraw zagranicznych, Williama Hague?
Byłoby nieeleganckie, gdybyśmy recenzowali personalne wybory szefów zagranicznych zwyczaj. Należy odejść od tego brzydkiego zwyczaju, który jeszcze niedawno kazał każdemu zagranicznemu politykowi, któremu podetkano pod nos sitko mikrofonu, wypowiadać się negatywnie o polskim prezydencie.
Prof. Jadwiga Staniszkis mocno krytykuje przynależność PiS do frakcji EKiR i uważa, że ta dąży do osłabienia Unii Europejskiej, co w konsekwencji może prowadzić do hegemonii Niemiec na naszym kontynencie. Jak Pan to skomemtuje?
Szanuję zdanie pani profesor, jednak się z nim nie zgadzam. Nie chcemy osłabienia UE, a wręcz wzmocnienia Parlamentu Europejskiego. Chcemy osłabić duopol Europejskiej Partii Ludowej i Partii Europejskich Socjalistów, które od lat dzielą się władzą w Unii. To bardzo niedemokratyczne, gdy dwie partie, w założeniu opozycyjne wobec siebie, notorycznie wchodzą ze sobą w układy. Chemy, by PE był ciałem uprawiającym sensowną politykę, a nie zapewniającym synekury dla przedstawicieli dużych partii. Stworzenie EKiR dawało szansę na ustanowienie wspólnej większości z EPL i liberałami w Parlamencie Europejskim i rozbicie tego duopolu. To prawda, że nie chcemy superpaństwa europejskiego, ale na szczęście nie mamy do czynienia z alternatywą między rozpłynięciem się państw narodowych w jednym organizmie, a hegemonią jednego z europejskich państw. Chcemy, by państwa narodowe, także Polska, miały dużo do powiedzenia w UE i o to też chodzi Polakom.
Rozmawiał Stefan Sękowski.
*Marek Migalski jest politologiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

