Wraz z prezydentem ze swoimi stanowiskami pożegnali się radni. Jeszcze w przededniu referendum prezydent wzywał wyborców by nie brali w nim udziału. Tłumaczył, że umawiał się z nimi na czteroletnią kadencję i chciałby dotrzymać tego terminu. Mieszkańcy nie posłuchali i wczoraj pokazali miejskim włodarzom (mówiąc modnym ostatnio futbolowym językiem) czerwoną kartkę.

 

Wniosek z odpowiednią liczbą podpisów został złożony w katowickiej delegaturze Krajowego Biura Wyborczego na początku kwietnia bieżącego roku. W ich zbieranie była zaangażowana m.in. Liga Obrony Suwerenności, której przedstawiciel – Dawid Gruszka – tłumaczył dziennikarzom, że motorem do działania jest postępujące zubożenie mieszkańców miasta i likwidacja wielu szkół nazywana eufemistycznie „reformą szkolnictwa”. W organizację referendum zaangażował się także przewodniczący rady rodziców w Technikum nr 4, którego uczniowie mają zostać od września przeniesieni do innych szkół na terenie miasta. Na początku stycznia w placówce przeprowadzono strajk okupacyjny, który jednak na ratuszu nie zrobił najmniejszego wrażenia. Pod wnioskiem zebrano ponad 18 000 podpisów a Komisarz Wyborczy nie dopatrzył się żadnych nieprawidłowości i zarządził głosowanie na niedzielę 17 czerwca.

 

Jak widać na przykładzie Bytomia demokracja na poziomie lokalnym sprawdza się całkiem dobrze a mieszkańcy są świadomi swoich praw i potrafią z nich skorzystać. Czyżby to oznaczało, że budzi się w Polakach duch społeczeństwa obywatelskiego? Jedna jaskółka co prawda wiosny nie czyni ale jest z pewnością jej zapowiedzią. Może zatem za przykładem Bytomia pójdą mieszkańcy innych miejscowości i wszędzie tam, gdzie władze działają na ich niekorzyść po prostu pokażą im drzwi?


Alex