Groźby wobec rządu Irlandii, skierowane przez przedstawiciela Microsoft nie mają wprawdzie żadnych formalnych podstaw, ale politycy muszą je traktować niezwykle poważnie. Firma Billa Gatesa zatrudnia w Irlandii 1700 osoób i zamierza tam zainwestować w przyszłym roku kolejne 500 mln. euro. Paul Rellis jest jednocześnie dyrektorem amerykańskiej Izby Handlowej w Irlandii i wypowiada się w imieniu 600 firm zainstalowanych na Wyspie, które zatrudniają w sumie 100 tys. osób.

Deklaracja ta nie spowodowała jednak zdecydowanej reakcji ze strony rządu irlandzkiego, wręcz przeciwnie. Premier Brian Cowen jest pod presją polityków z innych krajów Unii Europejskiej i sam szuka sposobu na to, jak przekonać swoich rodaków do ostatecznego przyjęcia traktatu.

Argument, który jest wykorzystywany na rzecz zwolenników traktatu jest taki, że w Irlandii w przeciagu miesiąca zarejestrowano o 15 800 bezrobotnych więcej.

Irlandzcy politycy źle natomiast przyjeli wybór Baracka Obamy na prezydenta USA z powodu jego wcześniejszych deklaracji, że opodatkuje amerykańskie firmy, które korzystają z udogodnień fiskalnych za granicą.

MaRo

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »