Zdaniem Adama Michnika, "dzisiaj jest generalne pytanie o to, co się stało ze zbiorową świadomością polskiego Kościoła". - Sygnały były wcześniej, ale pewne pęknięcie nastąpiło po śmierci Jana Pawła II. Pewne hamulce przestały działać. Tak jak wtedy słyszeliśmy bardzo stanowcze głosy wielu biskupów, w tym Prymasa Glempa, nuncjusza, kardynała Dziwisza pod adresem Radia Maryja, teraz to zanikło absolutnie, przestało istnieć - ocenił w rozmowie z Andrzejem Morozowskim.
Redaktora naczelnego "Wyborczej" frapuje, "co takiego się stało w potężnym Kościele katolickim, że w momencie, gdy osiągnął swój największy sukces historyczny - upadek komunizmu - nagle ta fala zaczęła się odwracać". - Gdzieś upłynął duch Jana Pawła II. Jan Paweł II był w sprawach obyczajów bardzo twardo-konserwatywny, ale jednocześnie był to kapłan, którego język był całkowicie wolny od nienawiści. On mówił, że drogą Kościoła jest człowiek. Z każdym trzeba rozmawiać, każdego uszanować. Tam nie było miejsca na mowę nienawiści - powiedział Michnik w TVN24.
- Jak ja dziś słucham niektórych kazań, to jestem przerażony. To nie ma nic wspólnego z Ewangelią. Dziś ja słyszę tylko jedno - mam stać na baczność, a jeżeli nie, to jestem wykluczony. Jestem wróg Kościoła, wróg Polski, wróg religii. To jest niebezpieczne - ocenił.
eMBe/TVN24
