W wywiadzie zamieszczonym w weekendowym numerze GPC prezes PiS wyraża swoje zdanie w kwestii ostatnich wyroków na krytyków Gazety Wyborczej: "Jeśli wolą wyborców przejmiemy władzę, na pewno zmienimy te przepisy prawa, które dziś są używane przez sądy do krępowania wolności opinii. Radykalnie poszerzymy wolność wypowiedzi". Według Kaczyńskiego do sądu powinno być się można zgłaszać z pozwem tylko wówczas, gdy zostało się w sposób wulgarny obrażonym lub gdy ujawniono treści o charakterze bardzo osobistym. „W żadnym innym przypadku. Jeśli ktoś nie zgadza się z czyjąś opinią, to niech napisze polemikę, a nie żąda skazania"- mówi prezes.
- Będzie można oceniać Michnika i jego artykuły bez obawy przed więzieniem, będzie można mówić o tym, jakie ma się skojarzenia po lekturze "Gazety Wyborczej" – dodaje Kaczyński i kończy zdecydowanym stwierdzeniem, że: "Nadszedł czas, by pan Michnik i jego podwładni nauczyli się żyć w demokracji".
Trudno nie zgodzić się z Jarosławem Kaczyńskim. Niestety coraz częściej najlepszą formą polemiki dla demokraty i „liberała” Michnika jest pozywanie swoich oponentów ideologicznych do sądu. Jednak dzięki działaniom Michnika wiemy, że w Polsce artysta ma prawo nazwać Biblię „gównem” i ją podrzeć zaś nie wolno już artyście porównywać pracowników Gazety Wyborczej do komunistów. Adam Michnik ostatnimi swoimi działaniami obrazuje idealny schemat przeobrażenia się rewolucjonisty walczącego o wolność w jej przeciwnika. Już na początku lat 90-tych Stefan Kisielewski, który nigdy nie krył sympatii dla „Adasia” napisał w „Młodej Polsce”, że: „Ten dzisiejszy Michnik to totalitarysta. Demokratą jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można mu podać ręki. A tylko Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj sędzia, alfa i omega.”
Należy się więc cieszyć ze słów Kaczyńskiego. Po ich przeczytaniu można powiedzieć: nareszcie! Nie można w końcu zapominać, że gdy Jarosław Kaczyński był premierem, nie znalazł czasu by zlikwidować skandaliczny paragraf 212, który knebluje usta dziennikarzom od czasów stanu wojennego. Dzisiejsza deklaracja prezesa jest więc bardzo istotna. Wierzmy, że nie jest tylko kolejną mobilizacją żelaznego elektoratu i prawdziwa wolność słowa leży prezesowi na sercu. No i zapomnijmy przez chwile, że trwa kampania wyborcza.
Łukasz Adamski

