Dariusz Michalczewski, zapalony krytyk Prawa i Sprawiedliwości, wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych - podaje "Super Express". Wszystkie ze względu na domowe awantury. Bokser zamierza ulokować się w Miami, gdzie wcześniej mieszkała jego była żona Dorota.

W grudniu ubiegłego roku Michalczewski został zatrzymany przez policję we własnym domu. Postawiono mu zarzut naruszenia nietykalności cielesnej nowej żony, Barbary. Zabezpieczono też znajdujące się przy nim narkotyki - 0,3g kokainy.

Obecnie pięściarz zajmuje się kręceniem filmu o samym sobie. Jak mówił w rozmowie z "Super Expressem": "Robię teraz film o sobie. Właśnie powstaje scenariusz, premiera prawdopodobnie w 2018 roku. Będzie to produkcja polsko-amerykańska".
Jeszcze niedawno Michalczewski ostro krytykował rząd PiS. "Wielki chaos, to widzę najmocniej. I duża arogancja. Każda ekipa po dojściu do władzy zmienia i wymienia ludzi. To oczywiste i naturalne. Ale poziom arogancji ze strony obecnie rządzących jest aż przykry" - mówił.

Wcześniej Michalczewski przyznawał, że ogląda TVN24. "Mam swoje ulubione programy: oglądam Monikę Olejnik, 'Szkło kontaktowe', 'Kawę na ławę', te wszystkie wiadomości. Kocham to" - mówił.

Wiele mówił też o homoseksualistach. Opowiadając o swoich znajomych gejach z Niemiec mówił: "Oni widzą, jak się Polska zmienia, są zachwyceni. Dlatego nie mogli pojąć, co my od tych gejów chcemy. Dla nich to już normalne sprawy, że każdy sypia, z kim chce. Nie wiedziałem, jak im wytłumaczyć, że mentalność to my mamy jeszcze daleko, daleko za Europą".

Sprawa w kwestii "szarpaniny" z żoną i kokainy  jeszcze się toczy. Michalczewski będzie w tym czasie "daleko, daleko za Europą". W podwójnym sensie...

kk/se.pl, radiozet.pl, wyborcza.pl