- Przy podsumowaniach Platformy Obywatelskiej nie było takiej propagandy. Rozmawialiśmy o realnych problemach - mówił na antenie Radia Gdańsk Michał Kamiński.
Michał Kamiński odniósł się do podsumowania przez premier Beatę Szydło pół roku swojego rządu. Ministrowie zaznaczali między innymi, że udało się osiągnąć "nowe, przejrzyste zasady wynagradzania członków zarządu".
- Całe podsumowanie odbyło się w stylu putinowskim - stwierdził Michał Kamiński.
- A czym to różniło się od wyjazdowych, teatralnych posiedzeń rządu PO? - pytała redaktor Agnieszka Michajłow.
- W naszym wykonaniu nie było takiej propagandy. Podczas wyjazdów rozwiązywaliśmy konkretne problemy. Zajmowaliśmy się realnymi sprawami. Wczoraj oglądaliśmy po prostu spektakl i chwalenie się poszczególnych ministrów. Jednak odstawianie raz na jakiś czas takiej szopki nie jest największym problemem. Jest nim między innymi niszczenie wizerunku Polski - odpowiadał poseł Platformy Obywatelskiej.
- Wymaga wielkiej odwagi, żeby rozmawiać z Jarosławem Kaczyńskim. Nie łatwo się z nim spierać i dyskutować. Kosiniak-Kamysz poszedł tam jako lider PSL, a nie całej opozycji. PO i Nowoczesna tam po prostu nie poszły - mówił Kamiński, odnosząc się do spotkania szefa PSL u marszałka Sejmu.
- Mamy tu do czynienia z grą Jarosława Kaczyńskiego. W sprawie TK nie są najważniejsze spotkania, tylko wola do kompromisu. A to ma tylko prezes Prawa i Sprawiedliwości. Od niego musi zacząć się rozwiązanie tego problemu. To tak, jakby podpalacz negocjował ze strażakami warunki pożaru. Takie rozmowy już były i nic nie dały. Nawet taki wytrawny polityk jak Ryszard Petru widział światełko w tunelu. Okazało się, że było inaczej. Istotą jest treść opery, którą napisał i śpiewa Jarosław Kaczyński - tłumaczył poseł PO.
- PiS ma kłopot, bo z jednej strony odwołuje Donalda Tuska od czci i wiary, a jednocześnie boi się jego powrotu do kraju. Nie wiem jak się zachowają. Tam walczą emocje, nikt nie ma wątpliwości, że Kaczyński żywi wobec Tuska negatywne uczucia. Donald Tusk przydałby się w polskiej polityce, ale to jego decyzja. Jego pozostanie w Radzie Europejskiej to okazja do pokazania w Europie, że w Polsce nie wszyscy nazywają flagę europejską "szmatą", tak jak to zrobiła posłanka Pawłowicz - mówił Kamiński.
bg/radiogdansk.pl
